x x x
nie wierzę poezji
która zostawia po sobie
jedynie popiół
i puste butelki po wódce
nie wierzę
upozowanym rimbaudom
z ostrym makijażem
nieprzespanych nocy
nie wierzę tym
którzy chodząc po kruchej tafli lodu
mówią
że chodzą po wodzie
poezja
to łowienie spod lodu
x x x
stare domy
okna
z wpisanym w nie krzyżem
człowieka
można opisać tak samo
jak rzecz
rzecz
mówi do rzeczy
od rzeczy
nie ma nic
w rzeczy
samej
postać w oknie
wypełnia formę
treścią
krzesło
wierzę w krzesło,
w którym zawsze znajduję oparcie. jego stałość
jest pewna, a prostota, wolna od niedomówień,
nie pozostawia miejsca na demagogię.
odkąd wyszedłem do
ludzi z dobrą nowiną, wyśmiewają i szydzą z mojej
wiary. w czym jest gorsza od innych, pytam,
jeśli dzięki niej nie odczuwam tak dotkliwie ciągłego
bólu w krzyżu?
na
każdym kroku ludzie, których nawet nie znam obrażają
moje uczucia religijne. dość tego! - krzyczę.
- od tej pory ktokolwiek użyje słowa krzesło nadaremno,
odpowie za to przed sądem.
jestem święcie przekonany,
że każdego czeka krzesło ostateczne, na którym
wszystko będzie mu policzone.
ale, oczywiście, dla
sądu to żaden dowód.
kaliban
Pro. I pitied thee,
Took pains to make thee speak, taught thee each
hour
One thing or other: when thou didst not, savage,
Know thine own meaning, but wouldst gabble like
A thing most brutish, I endow'd thy purposes
With words that made them known: but thy vile
race
Though thou didst learn, had that in 't which
good natures
Could not abide to be wth; therefore wast thou
Deservedly confin'd into this rock,
Who hadst deserv'd more than a prison.
Cal. You thought me language, and my profit on
't
Is, I know how to curse: the red plague rid you,
For learning me your language!
Shakespeare, The Tempest
1. drzewo
najtrudniej
nie widzieć drzewa
ale drzewo
rozumieć
kaliban spotyka swoją myśl
już wypowiedzianą
dawniej
była szczekaniem psa
dźwiękiem łamanych gałęzi
teraz kiedy umie nazwać wszystko
czego potrafi dotknąć
czuje się nieswojo
uboższy
o każde wypowiadane słowo
mówi mało i rzadko
jakby bał się że przestanie istnieć
oddając się przedmiotom
lub tej zdradliwej przestrzeni
między słowami
o której wie jedynie
że istnieje
czasem kiedy myśli
spadają na niego jak drapieżne ptaki
chciałby opuścić ręce
wzruszyć ramionami
ale patrząc na drzewo
rozumie
że powrotu nie ma
2. owoc
żyjąc wśród ludzi
kaliban stopniowo nabierał pewności
że nie różni się od nich
niczym
zwierzę które oswajał w sobie
pragnieniem człowieczeństwa
w istocie okazało się
człowiekiem
od tamtej pory
jego ulubionym zajęciem
stało się
udoskonalanie
własnych rozczarowań
słowa
które dawniej kusiły go przestrzenią
stawały się coraz bardziej duszne
i obce
przestrzeń wypełniła woda
najtrudniej
widzieć drzewo
3. angielskie wyjście
kultura cię oszpeca
- mówili -
pozwól myślom
rozpływać się w ustach
zanim słowem staną
w gardle
chodź po wodzie od drzewa do drzewa
w końcu
wszyscy jesteśmy
niewolnikami
między bogiem
a prawdą
- mówili -
after all
there's always someone
who introduces you
a red herring
strach
mój strach
rozwija się i dojrzewa
razem ze mną
dawniej
trzymałem go w pudełku
po zapałkach
nocą
nasłuchiwałem
jak rósł
bawiłem się nim
niezdarny szczeniak
nie odstępował mnie
na krok
był przy mnie
kiedy kradliśmy sąsiadowi jabłka z sadu
i kiedy biliśmy się z chłopakami
zza rzeki
później
jego pysk dorósł
do oczu
wyprowadzałem go na spacer
szedł cierpliwie przy nodze
na krótkiej smyczy
czasem uciekał
znikał za rogiem
znaczył teren
beze mnie nie istnieje
myślę że właśnie dlatego
zawsze wraca
nocą
nasłuchuję jak rozpycha ściany
mojego domu
orfeusz
nie wierzę w niebo ani w piekło
posągi bogów mają puste oczy
kamienne twarze
na których ślady ludzkich rąk
odcisnęły swoją śmiertelność
a jednak zdecydowałem się pójść po ciebie
w tę próżnię
z głuchą lutnią która nie zatrzyma rzeki
nie skłoni drzew
dla zadziwienia tłumu wymyśliłem
drugie dno
miasto kimeryjczyków pod namiotem mgły
smutną równinę wierzby i topole
okryte czarną korą rzeki
bezczynne ręce briareusa
charona i kerberosa
daninę
z kamienną twarzą patrzyłem w puste oczy
wszystkich moich kłamstw
nie wierząc w cud
wybacz
nie miłość kazała mi spojrzeć za siebie
ale strach że cię zobaczę
na szczęście na drodze nie było nikogo
szymon de montfort
kiedy myślę o prawdziwych chrześcijanach
ludziach głęboko wierzących
zawsze staje mi przed oczyma obraz
hrabiego de montfort
ten żyjący w xiii wieku pacyfikator
katarskich miast księstwa langwedocji
działający z polecenia papieża innocentego
iii
był prawdziwą karzącą ręką boga
w jednym tylko miasteczku béziers wymordował
piętnaście tysięcy mężczyzn kobiet i dzieci
niejednokrotnie szukających schronienia
w kościołach i sanktuariach
na pytanie jednego ze swoich oficerów
jak odróżnić heretyków od wiernych
których przecież tam nie brakowało
miał ponoć odpowiedzieć
zabić ich wszystkich,
bóg pozna swoich.
jak wielka musiała być jego wiara
jak wielka ufność pokładana w bogu
w całej historii chrześcijaństwa nie ma bardziej
imponującego przykładu zdania się na wyroki niebios
gdziekolwiek teraz jesteś hrabio
jakiekolwiek niebo rozjaśnia blask
twojej świętości
przyjmij proszę to skromne pozdrowienie
i pokłoń się ode mnie panu
sztuka przekładu
gdy noc czarną pończochą przewiąże mi oczy
długo będę się uczył czytać cię palcami
aż puste dotąd strony gładkie jak aksamit
opowiedzą litery wykształcone w dotyk
i przełożę na język tak jeszcze ci obcy
każdą część mowy którą zapiszesz znakami
na zwojach prześcieradła chciwie paznokciami
gdy w siódme niebo wieść nas będą siódme poty
twoje piękno rozgrzesza przecież ze wszystkiego
co nie jest powierzchowne więc nic wtedy nie mów
tylko rozbierz się ze mnie jak z przemokniętego
płaszcza i daj zapomnieć że ciało w pośpiechu
codziennie wystawiając na zbyt łatwą zdobycz
odmieniasz przez przypadki oraz przez osoby
telefon do przyjaciela
radosławowi chudzikowi
jak będziesz niegrzeczny to pójdziesz do piekła
a tam nie ma lekko
diabły są brzydkie i brudne
gotują ludzi w kotłach ze smołą
i kłują widłami
a gdyby tego jeszcze było mało to wszędzie śmierdzi
siarką
i tak wyobraź sobie CAŁĄ WIECZNOŚĆ
no - chyba że jesteś niewierzący
to kiedy umrzesz zakopią cię w ziemi gdzie będziesz
gnić
aż w końcu zjedzą cię robaki
i tyle twojego
co sobie pożyłeś
jak będziesz miał trochę szczęścia to może trafisz
do czyśćca
a tam niewiele lepiej
co prawda nie ma diabłów
ale trochę zalatuje siarką
i męczysz się bracie cholernie
pocieszać może jedynie fakt że jak już swoje odsiedzisz
to mogą wypuścić cię do nieba
ale nikt nie wie kiedy jest to już
i to jest chyba w tym wszystkim najgorsze
no - chyba że jesteś niewierzący
to kiedy umrzesz zakopią cię w ziemi gdzie będziesz
gnić
aż w końcu zjedzą cię robaki
i tyle twojego
co sobie pożyłeś
ale za to jak będziesz grzeczny - pójdziesz do
nieba
a tam bajka
nic nie musisz robić
chyba że chcesz to możesz sobie trochę pośpiewać
w chórze
wysypiasz się i nigdy nie jesteś głodny
ciuchy masz zawsze czyste i wyprasowane
chodzisz bracie rozanielony ze wszystkimi których
kochałeś za życia
i w ogóle jest tak pięknie
że hej
no - chyba że jesteś niewierzący
to kiedy umrzesz zakopią cię w ziemi gdzie będziesz
gnić
aż w końcu zjedzą cię robaki
i tyle twojego
co sobie pożyłeś
a teraz wybieraj
zostały ci dwa koła ratunkowe
pół na pół i pytanie do publiczności
tego drugiego nie polecam
publiczność może być podkupiona
jest
jest wiatr i muzyka podobna do wiatru
jest spacer w słońcu z kobietą która jest tylko
ciałem
i droga prowadząca do jej domu
jest wiosna na cmentarzu w samym sercu miasta
jest o każdej porze dnia i nocy 4:30 nad ranem
jeśli spojrzeć na to globalnie
jest samotność starych ludzi w czterech ścianach
ich świata
i spokój który powoli zabija
jest jezus chrystus postać autentyczna
jak twierdzą niektórzy
i ich wiara że wszystko dobrze się skończy
jest pragnienie śmierci od którego odwodzi jedynie
ciekawość
ten drugi stopień do piekła
jest poezja znacząca tak wiele
dla tak niewielu
i ktoś kto o tym myśli
a myśleć znaczy
nie być
pewnym
|