Informator kulturalny - co? gdzie? kiedy?
Strona główna serwisu www.reymont.pl
Ośrodki kultury - wydarzenia, imprezy
Galerie, wernisaże, wystawy Koncerty, recitale Literatura - nowości wydawnicze
Teatry - premiery, przedstawienia Zapowiedzi, premiery, recenzje Media Muzea
Strona Łódzkiego Domu Kultury: www.ldk.lodz.pl
Informator Ośrodki kultury Teatr Muzea Galerie Koncerty Media Film Literatura


SYLWETKA MIESIĄCA

Przemysław Owczarek

 

Nowa sylwetka miesiąca - Przemysław Owczarek

Urodzony 28.10.1975 r. Z zawodu antropolog kultury. Doktor nauk humanistycznych. Odpowiada za Dział Kultur Miejskich w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi. Ma na koncie książkę naukową o kulcie Jana Pawła II na Podhalu, zatytułowaną: Karol Wojtyła - Jan Paweł II. Podhalańska opowieść o świętym. (Od historii do mitu - studium antropologiczne).

Artykuły naukowe i krytyczne publikował w: "Tyglu Kultury", "Literaturze Ludowej", "Magazynie Sztuki", "Formacie"; wiersze w "Tyglu Kultury", "Wakacie", "Studium". Laureat ogólnopolskich konkursów poetyckich, między innymi: im. H. Poświatowskiej, im. C.K. Norwida, im. Z. Dominiaka, im. W. Sułkowskiego (na prozę poetycką). Nominowany do nagrody im. J. Bieriezina za debiut poetycki w 2005 r. - nagroda publiczności, nagrodzony nagrodą główną w 2006 r.

Pasjonat włóczęg po lesie - poluje z aparatem na drapieżniki. Interesuje go sztuka współczesna. Mieszka w Łodzi, obok jedynego w Europie ścisłego rezerwatu przyrodniczego w środku miasta.



zakole

Dziuba wyławiał tam stare fotografie.
rzeka grzebała na dnie obce imiona. jestem old
boyem pana Andersa
, mówił ławicom kiełbi.
w pudełku po filmie piszczały robaki. cicho
tłuściochu, zatańczysz dla rybek
. tego lata

dzieci wracały z łąk w jednym bucie. sosny
karmiły powietrze, a chłopcy mieli usta lepkie
od mleka, które sączyło się z blizn i sęków.
wieczorem kobiety warzyły zupę z jaskółczych
gniazd. mężczyźni tonęli w tranzystorowych
unitra. cień lizał łyżki i cicho rżało słońce. koń

skakał z pastwiska
w głęboką czerwień.



trzech chłopców podgląda nagą
kobietę na planie filmu z lat 80.

trawy są jak grzywka, po tym co zrobiła
siostra z twoim czołem. upajasz się nimi
kołodzieju. kumple sioux skradają się
na swój sposób. trzy pary spodenek
po rodzeństwie. łaty ze słów levis i wrangler
obyś nie wystawał nad strzechę jeżyn.
dziewanna tu rośnie i szczaw. czasem
żujesz go nieświadomie. omijasz krążki

gnoju. puść nowy, ogonku krasuli. O!
jak w gramofonie smażą się muchy. pszczele
pijaństwo w koniczynie. reżyser na bani
zabłądzi wieczorem. odnajdą go krzyki
w zakolu rzeki. blade pośladki operatora.
jak można tak długo kręcić scenę?
gdyby trawa była kobietą, nie, nie

powtórka, klaps, scena nr 27, odkryłbyś
słodycz w pierwszej lepszej

łodydze



maxim

Wojtek nie wychodził z domu.
siedział nad zupą, a jedzenie klepało za niego

pacierz. mdło gotował ojciec milicjant.
łyżka nie pałka a przepis nie raport.
gdy Wojtek wreszcie wyszedł z domu
na kółkach z drewna ciągnął maxima

i charczał serią. teraz nikt nie zdobędzie mostu.
niech sobie gówniary udają komanczów.
top secret Grisza, nasz ckm, kto zdradzi
kula w łeb i do rowu. cicho

idzie głupi Antoś. za jego chlewem
leży szwabski hełm. kto go zwinie
ten będzie generał
. i mogliśmy
wygrać bitwę, ale Wojtkowi wpadł do rzeki

sztucer ojca. przecież z takiej spluwy

można rąbnąć świat.


wrzesień

Dupa mnie boli, mówi babcia. A to dziwne, że nie bolą nogi. Nie podsłuchuj, sraluchu. Co babcia mówi? Ty mi lepiej okruszku powiedz, czy się nie zgubiliśmy? Gdzie nas ten, tfu, Hermes wyprowadził? Dobrze idziemy, babcia. O podgrzybek. No co mnie babcia wyprzedzasz?! Ja pierwszy widziałem. Nic tam nie widziałeś. Gadałeś i przeoczyłeś, a ja już się po niego schylałam. A nieprawda, sraluch był pierwszy. Oddawaj, babcia. Bo cię pokręcę w tym zagajniku i dopiero jutro odnajdziesz drogę. Czekaj gówniarzu, czekaj, będziesz chciał cukierka. Przecież, babcia, już wszystkie zjadłaś. O prawdziwek. No, teraz mój. I tak to jest z babcią. Wracamy przez rzekę. W koszyku grzyb na grzybie. A w babcinym nawet gąski i piaskowce. Tak mi opowiadała, opowiadała i kosiła jeden za drugim. O świętym Antonim było i trzy razy aniele boży stróżu mój. I o Perseuszu, Meduzie i skrzydlatym koniu. Babcia to lubi czytać mitologię. A w rzece śmiesznie. Spódnice musi podkasać. Widzę jej blade, chude łydki. Stoi w środku płycizny, małe rybki skubią jej pięty. Chichocze i prosi, żebym podał rękę.

Idziemy przez łąki. Trawy mokre po deszczu i biel przekwitłych pieczarek, których wnętrza wyjadły robaki. Babcia schyla się po dziką miętę, żuje drobne listki. Ja podglądam krzyżaki bujane w sieciach przez wiatr. Podmuchy przynoszą zapach próchna i liści, igliwia, które zostało na tamtym brzegu. Przed nami ścierniska, hulajpole, myszołów wisi nad odłogiem. A potem prosto do Jany pijaczki, co mieszka na rozdrożu. Po mleko i jajka. Jak całe jej życie obskurny ten dom. Dzieci w łachmanach. A najbardziej brudny najstarszy, Łukasz. W moim wieku szczeniak i tyle. Chwali się, że znów postawił sznury. Już nieraz za paczkę papierosów jedliśmy tłustego miętusa. Łukasz woła, chce coś pokazać. Babcia gada z Janą na podwórku.

Wchodzimy na strych, gdzie w skrzyni leży mundur i bagnet w zardzewiałej pochwie. Dziadek to zebrał z Niemca, co go partyzanci ukatrupili. I jeszcze sporo dobra. A wiem, gdzie w ziemi łuski leżą i pociski. Powiedz, powiedz. Chodź, najpierw ci pokażę, gdzie sowa siedzi. Płomykówka. A tu w szparze pająk olbrzym. Kokonnik. I jest rzeczywiście, pomarszczony jak twarz Jany. Sowa jest ruda, z piórami jak ogień. Nie strasz, zostaw. Myszy łapie paskuda. No, gdzie te łuski? Powiem, jak wyjarasz ze mną faję. Za stodołą. No to hajda za stodołę. Za wysokie pokrzywy, i koło traktora, na którym kury siedzą jak anioły w czerwonych aureolach. Cicho kokoszki. Popularne wyciąga. Matce świsnął, czy co? Ciągniemy trochę mokry tytoń. Weź w płuca, tak, dobrze. Udaję, że umiem, a głowa mi wpada do gardła. Kręci się wszystko, a ten się śmieje. Zęba nie ma z przodu, świniopas. I nagle kury podnoszą jazgot. Babcia mnie z tyłu chwyta za ucho i leje rózgą. Czekaj sraluchu, dostaniesz, ale nie przejmuj się, matce nie powiem. Do domu! A ty, Łukasz, nie waż się więcej dawać mu papierosów. Idziemy po polnej drodze. Boli okruszku? Dupa nie boli, babciu.



santero

I

aleja brzóz. kurze kosteczki z tlenkiem miedzi.
drzewa mają gęsią skórkę.

czemu nami powozisz, santero?
nie zasłużyliśmy na jesień i północ
chociaż mówimy o herbatach, kobietach i taliach kart.

trefle i piki. borówki i gorzka aronia. kpiny
i małe oszustwa. z każdym dniem wieczór ma pełniejsze usta.
pierwszy zauważył to stary Abram i mruknął:
tak wiele ziemi w zmarszczkach. śmierć jest zbyt łasa
na witaminy
.

II

na progu wrzesień gubi sierść. w nocy dziki chrupią
wodną mannę. w stawie piszczą

kocięta. rok temu wrzuciła je tam Prusowa
i odtąd szukamy odpowiedzi. słowa wiszą jak trakcje.

ale nikt nie wie dokąd prowadzą?



wieczór skrapla opowieść
w ziarnisty osad fotografii


widzę cię po raz pierwszy.

podobno porzuciłaś mamę na pastwę macochy
która nad wódką święciła ojcowskie prawo dziadka.
wyruszyłaś na zachód szukać domu. w wojskowej ciężarówce
zdzierali ci sukienkę, aż umilkł akordeon i padło
powstanie. bratnaja drużba. tak cię wyzwalali
białoruscy czerwonoarmiści.

a przecież rok wcześniej byłaś w obozie
gdzie doktor Mengele wróżył
z twojej wątroby.

czas jest pamięcią, ale krew dąży do krwi. płynie rzeka
i spławia zdarzenia, które mówią o tobie niewiele. więcej
wiruje na dnie nurtu. światło nie może go przeniknąć
tylko noc wypluwa na brzeg resztki snów.

huk. strzał? rano w wysokich trawach
sarny znów będą płakać. źdźbła zmyją z siebie ślad
kłusownika. teraz wołanie świerszcza jest zimne
i monotonne. oko kota zabija nornicę. bezszelestnie
wygasł piec i rumiane dzieci wiją się w pościeli.

na poddaszu mama łka za tobą i Bóg wie czego
nie może ci wybaczyć. babciu mam trzydzieści lat.
nic o tobie nie wiem. chciałbym poczuć w garści

choć jedną grudę ziemi.



łowy na Żelaznego Jana

pierwszy wstaje Żelazny Jan i nakręca
wrony. chwilę później czapla przynosi
odrobinę świtu. ojciec wchodzi do pokoju
i szepcze:

strzałę nakładaj powoli, aż cięciwa
będzie powieką. mierz, a potem uwolnij
oko. ja nie mogę ci pomóc. tak dużo
robiłem dla Polski, że nawet ją
okradałem. idź sam. muszę umyć ręce
w moim czerwonym życiu.

idę. z książek rosną grzyby na cienkich
nóżkach. owady mówią językiem mlasków
i jest piołun. ołów w łodygach albo popiół.

mam tylko jedną strzałę.



głębiny

to jesień Delawarów. przymrozek
skalpuje drzewa. runo lodu i smagnięć
blizna. słońce

jak przełamany ziemniak.
i mgła
jak roztopione masło.

uwierz mi, czarny dzięcioł jest mistrzem gier
i stylu. tak mógłby wyglądać Raymond Queneau.
tymczasem odleciały żurawie i łąka nie jest już
makatką z Edo. południe przynosi trochę impresji
która w wodzie staje się sepią (znajdź ją
w innym wierszu). szukam kobiety.

wyszła z głębin. niosła w dłoniach
martwego zimorodka. mówili:
dotknij.

(czy pożądanie jest geometrią?)

uważaj na błędne ogniki.
trajektorie pod skórą

i śnieg.



mnemosyne

deszcz istniał zanim narodzili się kabaliści.

pada, jakby miało strawić rozproszone iskry.
znajdź jedną, a rozdmuchasz

niebo. gdy o tym myślę, na dłoni gasną kijanki.
szkielet piżmaka szybuje na dno. skórę zabrali

myśliwi, kiedy na bagnach tropili duchy.
dla ciebie ochra. stupor.
żujesz zboże i twoje usta są jak sporysz.

chciałbym wyssać z nich ogień. to nie ty
wplotłaś mi we włosy ciemne

alegorie, lecz ziemia i jej szept w stopach. skaczę
po wodospadzie, jak tamto dziecko. gdy z kamieni

odrywam małże, czuję w sobie jego spojrzenie.
szare oczy. w słodkim mięsie

jest trochę choroby i śpiew.



ezaw

onego dnia w styczniu bóg był śniegiem

i patrzył jak się wykluwasz ze śpiwora.
szron budował miasto z igliwia. przesmyki z cyny
i nieme bulwary. pobliskie zaułki nie do ogarnięcia.
srebrne szczegóły, jak ten owad, który nie zdążył
ukryć się w mchu. mroźna wróżba?

ani krztyny wiatru. bezwiedny spokój. wtarty w ziemię
ogień. ślad po niebie, które wpadło w słońce
i zamarzło. syk lasu. odległy zew motocykla.
jazgot psa, który taszczył budę.
chwila jasna jak mleko.

co słyszały twoje sarnie uszy? onego dnia
bóg był śniegiem i patrzył. obmyłeś twarz w rzece.
odwiedziłeś ojca. sprawdziłeś czy w dłoni
dobrze leży ostrze? czy płynie z niego tamto

milczenie?



rozstępy

gdyby napisano powiedział bóg:
jestem, który nie jestem
, byłaby to
różnica. tam pusty mur

z siatki odgrodził las. instalacja
struktury, którą oko wyłowiło
z infra

dźwięków.
prostota jak u Hoppera. dom
połknięty przez łąkę wyrósł

na powierzchni. dlatego jesteś tu
bo nigdy stamtąd nie wróciłeś.
czas wsiąka w rozstępy, gdy rośniesz

i schniesz.


17 V 2012
Strona wydawnictwa "Kalejdoskop" - numer styczniowy
Strona główna
Redakcja

  sylwetka miesiąca 
  ARCHIWUM

  Robert T.
  Rutkowski

  Przemysław
  Owczarek

  Przemysław
  Dakowicz

  Barbara Nadgórska
  - Maciejewska

  Monika Mosiewicz

  Maria Duszka 

  Grzegorz Strumyk 

  Piotr Macierzyński 

  Dorota Filipczak 

  Kacper Bartczak 

  Jerzy Jarniewicz 

  Piotr Grobliński 

  Marek Czuku 

  Lucyna Skompska 

  Bogusław Bujała 

  Krzysztof Smoczyk 
Strona główna / Informator kulturalny / Ośrodki kultury / Teatr / Muzea
Galerie / Koncerty / Media / Film / Literatura / ŁDK / O nas
do góry