corpus delecta
Kolejna próba przeniesienia od esencji do sentencji?
Topienie marzanny, marzenie o topie,
a może bardziej o tym, co pod niewielkim
jak żagielek topem może skrywać w jasnym
zaułku ramion ta nastolatka, może to właśnie jest
rzucona
przez boga samców alfa wiadomość w butelce.
Ocknij się, warzona przez tyle lat zupa
wystygła tak samo jak i ty, na nic zamorskie przyprawy,
Mieszasz łyżką pochylony nad talerzem,
jak nad gładką płytą gramofonową. Słyszysz?
Nikt nie woła. Ciągle przenicowana
rzeczywistość łapie cię w swoje wczorajsze
skarpetki. Z pustego nie naleje nawet ten,
co rano wstaje żeby jednak wrócić.
Tylko dokąd? Do podwórka za mostem na rzece Kwai,
do domu za dawno stępionym rogiem,
do tych zaułków -
very icon
czekasz żeby powiedzieć:
witam cię który mnie witasz
i wszystkie osobiste apokryfy
okażą się prawdziwe
kiedyś zaczynało się prościej:
od przypadkowego podmuchu
wiatru zjedzenia pestki połknięcia owada
I have butterflies in my stomach
teraz ciągle w drodze: chłodzisz zmarszczki o
szybę
zamykasz oczy przed kolejną stacją:
znowu weronika -
w sekrecie przymierza twarz
Uciąć
kompletnie nie znasz się na muzyce
dlatego myślisz że da się ciągnąć tę solówkę
w nieskończoność:
powtarzasz
o zrywaniu więzi
łańcuchów przenoszących z pokolenia na pokolenie
znamiona
czynów: niewzbronionych
w porę,
nierozszyfrowane
znaki: zaciśnięta pętla
związane koniec z końcem
usta w moebiusa
lucida intervalla
teraz, jest w miejscu którego nazwa drażni język
na końcu: brak dostępu, jagrys i niefart
ogrody sen piramidy latarnia wodząca na pożegnanie
porion mgławice androgenów
wymagamy przebłysków światła
w metodach, w szaleństwie
pragniemy oddania: co miałam
zwrócić: luki niedokładności błędy
pielęgnuję je wszystkie żeby przypomnieć:
kiedy wjeżdżamy w zakręt
są takie światła pochylone
Żegnaj
trawnik przegryzł się przez żwir
nagle pośrodku boiska stoję jak na grzbiecie zwierzęcia
z patykiem w ręku przygotowana na wojnę
śliwko siwa robaczywko, wywołuję
gdzie się schowasz gdzie twoje zaklepanki
Wioskowe (Zelów, Porszewice i okolice)
Ty pokrętna lampucero,
Zabier od mojego pice!
Wredna małpo jak cie spiero!
Twojego pół wsi podbiero,
lepiej kup se kilka świcek,
ty, pokrętna lampucero.
Ino cie pogonie ściero,
indziej zadzieroj spódnice,
wredna małpo jak cie spiero!
A zadzierom skoro bierom,
ciebie nawet by w ciemnice,
ty pokrętna lampucero.
Wielorybie tłuste ścierwo!
Zamknij gembe jak jo ksyce!
Wredna małpo jak cie spiero,
to nie wezmą mór z cholero,
jak ci poobrywam cyce.
Ty pokrętna lampucero.
wredna małpo jak cie spiero!
Ballada dla nocnej stróżki
Krętą dróżką wśród latarni,
chodzi stróżka strzegąc nocy,
strużką tuszu lejąc czarne,
łzy tęsknoty.
Na cóż stróżko tobie łóżko,
z nocną lampką obok głowy,
po cóż budzik, fosfo, sówko
ryzujący.
Zmierzchem ranne kapcie wzuwasz,
a gdy ranne wstają zorze,
przytrzaskujesz im żaluzją
palców róże.
Próżno chcesz ogarnąć wzrokiem,
wszystkie nasze dzienne sprawy,
gdy ci stoi w oczach kołkiem,
blask latarni.
W schody waląc świtem nóżką
w szpilce , wciąż wariata strugasz,
że nie hańbi cię, jak mówią,
prosty zawód.
Fajt for jor Mr. Rajt
ciągle go zmyślam, według najlepszej szkoły,
nikt nie jest doskonały, do skonania słyszę
od matki, co jak z grochu przebierała,
a przecież musisz wziąć go całego,
ale to twardo przechodzi przez gardło,
musisz powiedzieć mu ile ma zalet
i olać wady, nie da rady,
zakładam czerwone rajtki, fajtam nóżką:
fajt girl fajt for jor Mr. Rajt
i szepczę mu w uszko - to nic że wisła
przegrała z gruzinami, mon ami!
hic sunt leones
krzesło i stół ciągle nie rozłożone
rozkładam książkę, tropię entropię
nazwy, które znoszą horyzont:
gdzie są teraz niezdobyte drapieżniki
i wielkie żaglowce, kapitan sobotniej nocy
śni o wyprawie po złote łona
a potem pyta: kiciu
lingua czy linga. rozkłada
łóżko, zostawia tropy
dziś tylko erotyk.
camera obscura
kino wino gra w domino
prędzej zginąć niż poddać się
tobie owinąć wokół palca
mówisz obcy
z marsa i z wenus grają w wojnę o ziemię
nie mów do mnie obrazkami
czasami tylko ruszasz wargami
jak w niemym filmie a ja tak silnie
pragnę przerwy na napisy
w ciszy
mówiłabym o tym listonoszu
abdulu piotrze jonaszu
nie mam pamięci do nazwisk
który listy wysłane na adres
jezus jehowa bóg
wie jak chowa w dziury w ścianie
płaczu im więcej
wojen tym więcej listów
wszystkie słowa
potem opadłyby kruche nieostre
i pośród tych pęknięć
powiedziałbyś znowu pokrętnie
każde obskurne miejsce
w którym się kochamy
jest piękne
|