* * *
powiesiłam w mojej szafie
twoją marynarkę
wszystkie moje ubrania
chcą być blisko niej
* * *
czasem zazdroszczę
psu
którego głaszczesz
* * *
aby uwolnić się od ciebie wykorzystuję dłonie
oczy usta innych mężczyzn wybieram
się z nimi w podróże dokądkolwiek posyłam
im listy i uśmiechy farbuję dla nich
włosy które mi przez ciebie posiwiały gdy wracasz
ośmieszam cię i obrażam w nie wiem
którym już z kolei ostatnim pożegnalnym
liście
żadnego postępu w zapominaniu
* * *
drzewa
- to co pozostało nam
z raju
* * *
leżę w lesie
brzozy błogosławią mnie
gałęziami
MAŁYŃ
niewiele się tutaj dzieje
wiewiórka zaogni się
na dachu starej stodoły
zbiegnie na brzozę
lub orzech
w żywopłocie przy bramie
dorastają młode słowiki
stoją brzozy
w czasie i powietrzu
jest spokój
zieleń
i błękit
nad domem
nad lasem
i we mnie
* * *
on jest
jasny
łagodny
i prawdziwy
jak dotyk
brzozowej gałązki
TO CO GŁUPIE W OCZACH ŚWIATA
wiejski głupek
siedzi przy grobie matki
obejmując rękami kolana
i kołysząc się powtarza:
"mama w ziemi
ziemia w mamie..."
* * *
kiedy siedząc po raz pierwszy
naprzeciw mnie mówiłeś:
"jak z nią rozmowa..."
byłam pewna że przeceniasz
moje i swoje możliwości
"przyjście letniego prorokując grzmotu..."
poznałam cale twoje dobro
i całe twoje zło
rozsądnie wyrzekłam się
spotkań i telefonów
zniszczyłam i wyrzuciłam
wszystkie drobiazgi
które mi dałeś
to miasto jest
coraz bardziej pełne ciebie
jestem jak liść
ledwie trzymający się gałęzi
huragan pcha mnie w twoją stronę
* * *
wciąż nic nie wiemy
jesteśmy jak stojące na progu
dzieci
|