Informator kulturalny - co? gdzie? kiedy?
Strona główna serwisu www.reymont.pl
Ośrodki kultury - wydarzenia, imprezy
Galerie, wernisaże, wystawy Koncerty, recitale Literatura - nowości wydawnicze
Teatry - premiery, przedstawienia Zapowiedzi, premiery, recenzje Media Muzea
Strona Łódzkiego Domu Kultury: www.ldk.lodz.pl
Informator Ośrodki kultury Teatr Muzea Galerie Koncerty Media Film Literatura


ARCHIWUM SYLWETEK MIESIĄCA

LUCYNA SKOMPSKA

 

Lucyna Skompska

Debiutowała jako poetka w "Twórczości". Opublikowała zbiory poetyckie: Miłość śmierć totalizator sportowy, Warszawa 1974; Dopóki płonie, Warszawa 1981;

Bez powodu, Warszawa 1987; Pewien przechodzień, Łódź 1994, Poezja (z fotografiami Antoniego Mikołajczyka), Legionowo 1994; Chińska restauracja, Łódź 1995, Wiersze wybrane, Łódź 1997, Farby wodne, Kraków 2001 oraz zbiór felietonów Od róż do liter, Łódź 1999, a także dwie przygodowe książki dla dzieci. Zajmuje się krytyką literatury i krytyką sztuki. Jest autorką kilkudziesięciu recenzji literackich i tekstów krytycznych, a także licznych wstępów do katalogów wystaw artystycznych.

Jej wiersze znajdują się w polskich i zagranicznych antologiach, były tłumaczone na francuski, niemiecki, grecki, czeski. Jest członkiem zespołu redakcyjnego miesięcznika "Tygiel Kultury", w którym publikuje stały felieton. Pracuje jako kustosz w Muzeum Historii Miasta Łodzi, gdzie prowadzi pracownię literatury. Jest autorką scenariuszy i realizatorką stałych wystaw muzealnych poświęconych Julianowi Tuwimowi, Jerzemu Kosińskiemu i Karlowi Dedeciusowi. Należy do SPP.


Na temat ciągłości parków

fikcja porozumiewa się ze mną poprzez buty
to może wydać się śmieszne ale kto przechytrzy zmyślenie
na dźwięk słów Kolozsvar i Owidiusz buty
z Cluj i Tomis depczą liście a nawet całe zdania
wyznania tak chłodne zapisane
westchnienia wymuszone po wielokropkach
przed burzą zieleń drzew miała świecić widzieli
swoje fosforyzujące twarze ławka w pobliżu
jakichś mogił miała być mokra dzień miał trwać
z całą pewnością nie było jednak mowy
o gęstych zaroślach nie ma zarośli w tym parku
skąd się wziął pled nie nadmieniony wcześniej
i ten zmierzch w samo południe rozkosz i myśl
że właśnie odebrano im życie gdy nagle stali się nami

1985


Pewien przechodzień

Znów nie ma symetrii Obraz traci równowagę
przeważa secesyjna kamienica z otwartą na przestrzał bramą
Lewa strona obrazu wzlatuje w niebo wraz z lekkim
ogrodzeniem i furtą zdobioną kutymi kwiatami
na wpół wrośniętą w ogrodową ziemię
Nie ma symetrii Razi różnica wzrostu tych dwojga
Weszli właśnie w półmrok bramy w jej stężały zapach
Zatrzymali się
patrzą na podwórkowe drzewa nagie jeszcze z resztką
zeszłorocznych liści Czy jest ktoś w tych liściach?
na karbowane obłoczki (pendant do zawijasów
wieńczących leniwy łuk bramy)
Czy jest ktoś w tych obłokach?
Trwa pierwszy marca minionego roku
Słowa wciąż dźwięczą pod ciężkim sklepieniem
On pyta ciągnąc zapewne wątek urwanej rozmowy:
Jak długo?
i odpowiada uśmiercająca (nagle dostrzeżona) symetria
świetlistego nieba z dwu stron bramy
Pewien przechodzień w znoszonym ubraniu który
mijał mnie właśnie w chwili gdy tracący równowagę
obraz wyłaniał się z mojej pamięci powiedział: Często
widywałem tych dwoje I nie zatrzymując się dodał:
W ciągu wieków widywałem was w Monachium
Rzymie Paryżu Pradze i Amsterdamie
Moje buty które uszyłem w Bernie kilkaset lat temu
noszą jeszcze kurz tych miast
A nieuchwytny blask waszych oczu
był dla mnie zawsze dowodem że ten
kto wymyślił wieczność był pomyleńcem


Samotność

na ułamek chwili dwie dłonie spotykają się
w samym środku rozpierzchającego świata
w utopionym w mroku mieście
w pościeli o konsystencji mgły
słowa przekładane z języka na język
tracą nagle oddech
oczy odbijają się w oczach i w deszczu
i jego drżeniem przeniknięte są twarze
na chwilę wyłonione z ciemności

1992


Chińska restauracja

Chińska restauracja kołysze się jak lampion u nocnego nieba
Jest nas tylko troje przy sześcioosobowym stoliku Profile
mężczyzn zwrócone są ku sobie ich cienie na firance
poruszanej przez wiatr łączą się w tunel związany z jednej
strony gumką do włosów Płócienny parawan z namalowaną
czerwonym akrylem cyfrą liu (ach jak krwawi torturowane ciało!)
oddziela sąsiedni stolik przy którym lekko uszminkowane
usta mężczyzny wycierane są delikatnie serwetką
i równie delikatnie wypuszczają słowa skierowane do kogoś
kogo skrywa kilimek albański Spod frędzli widać
okrągłe policzki z niewinnym jak puch zarostem
Maty z ryżowej słomy wprawiane w ruch przeciągiem uderzają
rytmicznie w wystające spod nich makaty - w tym samym rytmie
kobiety stojące na polu po kolana w wodzie pochylają się
i kopulują z meksykańskimi wężami Pod nimi żardiniery
w kształcie błękitnych słoni z palankinami na grzbietach
Nad drzwiami plakaty z reklamą papierosów WEST (test the West)
ozdobione wietnamskimi wachlarzykami kupionymi hurtem w centrum
handlowym PTAK W drzwiach ażurowe nogi kelnerki Przede mną
podkładki pod kufle z napisem GUINNESS i kufle z napisem ŻYWIEC
BEER W chińskiej restauracji sączę tequilę jem zupę chociaż
nie czuję głodu Moje serce opustoszałe przemawia do mnie
w jakimś nieznanym narzeczu Moje włosy nie są ani jasne
ani ciemne moje oczy nie należą do nikogo
Brunet (lewa strona front wschodni) pije niemieckie piwo
zrobił dziecko kobiecie której nie kocha
Blondyn (prawa strona front zachodni) mówi że mógłby
umrzeć opleciony nogami kelnerki na przykład gdzieś
w Mediolanie jako wzór jej ażurowych pończoch
Piję różową tequilę patrzę jak kelner
przyciska moje serce grubym talerzem (to się da psom)
Widzę jak zstępuje z wzorzystego nieba para silnych
męskich dłoni Wiem że lubię ich dotyk (lubiłam ich dotyk)
tequila pali jak tęsknota
Brunet i blondyn stają się nareszcie jednym facetem - szatynem
o szarych oczach noszącym w wewnętrznej kieszeni marynarki
zdjęcie kobiety która od niego odeszła
Ryż rozsypany na serwecie wygląda jak łzy
- Trzeba tylko zacząć od początku - mówi szatyn i na żółtej
serwetce wiecznym piórem rysuje literę A wyglądającą
jak cyrkiel na którym natychmiast opiera się
nagi młodzieniec o krągłych piersiach i dziewczęcej twarzy


Sen

głazy kamienie kamyki oczy otwarte pod wodą
sen który śni się gdzieś poza nami
żyły snu otwarte strugi struny
czyjś płacz w chłodnej świątyni rymuje się
ze śmiechem dziecka i śpiewem jego matki
która stopą uderza rytmicznie w starożytne
nagrzane słońcem kamienie
w podskórnych rzekach narzeczeni
przyrzeczenia w stu narzeczach dotyku
przysięgi potu i śliny i dwu ciał
przylegających do siebie tak szczelnie
płynących i płonących
gdy nad jeziorem jeszcze trwa piknik
gdy wiecznie niezmiennie trwa piknik
gdy pochylone drzewo łamie się z hukiem i rzuca do wody
z tęsknoty za swoim odbiciem


Wyprowadzka

Późne lato Może raczej początek jesieni i wyprowadzka
liści z drzew aż do nagości Mrok mości się między wierszami
gęstnieje Słowa na razie służą niezawodnie jeszcze pije się
białą kawę na śniadanie i śniadanie trwa długo
tak długo jak słowa Tyle rzeczy tyle nazw Nazwy potraw
na przykład I te wszystkie plasterki kawałki czegoś okruszki
gesty które można powtarzać zawieszenia głosu
te wszystkie: ponieważ więc aby
które łączą nas przy stole i poza nim
które pozwalają przypuszczać a nawet gwarantują że jutro rano
znów tu będziemy nasze ciała spotkają się nocą w pościeli
niecierpliwe dłonie dosięgną czułych miejsc czekających
na dotyk I niemożliwe wydaje się (słowom pewnym siebie
tak się wydaje) by mogło być inaczej

Proszę mi tego nie zabierać To jest mi niezbędne
Bez tego nie umiem żyć Tamto można wziąć
już się nie przyda Nie ma funkcji Nie funkcjonuje
Funkcjonowało jasne To też można wziąć Zużyte Nie liczy się już
Zabłąkała się gdzieś jego wartość Wyprowadziła się wyniosła
porzuciła mnie Odjechała - można powiedzieć Nie wróci to pewne
A to proszę zostawić Zostawić jeszcze na jakiś czas
Niech zostanie ze mną Nie chce zostać?
Robi się coraz puściej później Jem na stojąco chodząco
Już nie dotykam Dotyka wyobraźnia jak niepotrzebny cud
Tego nie wprowadzać To jedyne coś co mi z czegoś zostało
Który to będzie za jakiś czas? Czy może - jaki? Po którym
czy po jakim? Coś po czym czymś czego nie ma Nie ostało się
zawinęło się i hop! wyprowadziło się zwiało Kolejność
nie ma się na czym oprzeć Wykoleiła się Nic już nie
następuje Ani trwa - słowem - ani nie trwa

Pada Znów pada Tak samo jak kiedyś Dzień przychodzi
na krótko ale raczej odpływa Zasłania oczy noc


Color bello

Pomiędzy dwoma drzewami
na których zostawiono tylko po jednym drżącym liściu
zatrzymał się mały jaskrawożółty samochód
a zaraz za nim większy dostawczy
w kolorze ultramaryny
Jako tło służył dom z wieloma wejściami
Z jednej strony otwierały się drzwi czerwone
a z drugiej zamykały zielone
zupełnie jak kwiaty na wyhaftowanym obrusie
które widzieliśmy kiedyś na wystawie
i który olśnił nas strzelistym połączeniem kolorów
Wybrała jak popadło
lub ktoś wybrał za nią
powiedział wtedy
jakiś facet za naszymi plecami


Ten jest Panem

Wymyślne strategie
Jasne suknie żeby podtrzymać życie
i czarne żeby walczyć ze śmiercią
jej własną bronią
zagiąć zmusić do odwrotu
Teatralny głos z radia w niedzielnej modlitwie
o łaskę Boga
serce które zamiera na widok zamkniętych drzwi izolatki
salowa która macha szczotką na długim kiju
i w smugach jesiennego słońca - kurz
który zmartwychwstaje w swoim majestacie

* * *

Kilka słów w języku ognia
zanurzonych w wodzie
porzuconych na białej kartce
jak na śnieżnym polu
na które zestrzelono
klucz cudzoziemskich ptaków


Farby wodne

Z drzew kapią grube liście
Chodnik jest wąski i urywa się nagle
jakby rzucał się w przepaść
Pod drzewami spaceruje para zakochanych
Ich szeptów wsiąkających w gąbczaste
nic nie mówiące tło
nikt nigdy nie pochwyci
Woda z drzew spływa kapryśnymi zakolami
porywa twarz kobiety
a potem całą jej postać
i wraz z chodnikiem spada poza krawędź
Mężczyzna jeszcze niczego nie zauważył
jeszcze ciągle ją kocha i obejmuje


17 V 2012
Strona wydawnictwa "Kalejdoskop" - numer styczniowy
Strona główna
Redakcja

  sylwetka miesiąca 
  ARCHIWUM

  Robert T.
  Rutkowski

  Przemysław
  Owczarek

  Przemysław
  Dakowicz

  Barbara Nadgórska
  - Maciejewska

  Monika Mosiewicz

  Maria Duszka 

  Grzegorz Strumyk 

  Piotr Macierzyński 

  Dorota Filipczak 

  Kacper Bartczak 

  Jerzy Jarniewicz 

  Piotr Grobliński 

  Marek Czuku 

  Lucyna Skompska 

  Bogusław Bujała 

  Krzysztof Smoczyk 
Strona główna / Informator kulturalny / Ośrodki kultury / Teatr / Muzea
Galerie / Koncerty / Media / Film / Literatura / ŁDK / O nas
do góry