TUTAJ
tutaj granice twojej skóry
w każdej chwili
mogą naruszyć agresorzy
miną lekko zasieki potu
przejdą pod wzniesionym
do przeciwuderzenia krzykiem
ochłodzą sobie czoła
rzęsistym opadem krwi
i nie usłyszą nawet w marszu
trzasku wapiennych umocnień
a przecież twoja skóra
z natury zdaje się jedynie
granicą pokoju i przyjaźni
i gdy obejmuję cię wzrokiem
wierzę że czas
dotknął materię do żywego
aby stała się muzyką
dlatego trzymając twoją rękę
mocno drżę
przed jej nieziemskim pięknem
1980
* * *
ZIEMSKI RÓŻANIEC
niech wiara nie przenosi gór
niech nas przenosi
z dnia na dzień
jak z okrętu na okręt
z tym jednym biletem w dłoni
niech będzie jak miska jedzenia dla psa
co nocą pilnuje naszego progu
niech tajemnicami radosnymi porusza
przez tajemnice bolesne
gdy trzeba wlecze za włosy
i dla tajemnic chwalebnych
z białych prześcieradeł podnosi
tak przez paciorki czasu
po ziemskim różańcu
do nadziei niech cierpliwie prowadzi
niby mądra matka głupich
Marzec 1987
* * *
CZERWONE GROSZKI
Katarzynie
nocą w mojej pamięci
rozjarzył się nagle
bukiet czerwonych groszków
który wczoraj trzymałaś w dłoni
i ujrzałem jak płatki płomyków
sięgają Twoich ust
jak okalają głowę
a Twoje włosy zajmują się od nich
i skręcają w miedziane loki
więc zdawało mi się żeś Ty
Madonna
i że to wstaje święty ogień
by więcej już nie spać
w czerwonych groszkach
gdy trzeba zbawiać świat
Lipiec 1988
* * *
ODYSEJA
najpierw to
co z trudem się wysławia
bełkocze w oceanie gliny
niezdarnie podążając
za symfonią
zygota
blastomery
moruna
dalej o dziwo idzie lżej
nabiera płynnych kształtów
mózg i serce
zarodek
płód
tu czas
na głęboki oddech
nie do pominięcia ból i krew
a gdy ukryte
przechodzi w jawne
i rozumiemy już najmniej
język zaczyna
swój nieposkromiony taniec
odtąd
ecce homo
l' homme
the man
człowiek
nazwany
i wciąż nazywany
będzie obracał się na rożnie świata
podróżnik
z odciętą pępowiną drogi
Marzec 1999
* * *
NIE
nie ma lustra
ani idei piękna
nie zdobi się i nie stara
nic nie wie o zachwycie podróżnego
nie zamierza wstrzymywać mu oddechu
i nie przeczyta jego wiersza
rośnie między torami
pociągi w jedną i w drugą stronę
a ona spokojniejsza niż Budda
nie daje nikomu lekcji olśnienia
nie naucza o daremności ścieżek
niczego nie pragnie wyjaśnić
między torami Kwitnąca Jabłoń
kwietniowa zjawa ponad wszystko
a ich pociągi gubią się w dali
Kwiecień 1998
* * *
WDOWY
Matce
na drutach
zawiązują własny spisek
nawlekają oczka minut
krągłe jak pyszczki żywych jeszcze ryb
i noc w noc
z połyskującym orężem
wychodzą naprzeciw
z wielkiej beli oceanu
odwijają fala za falą
dzielą na włókna
zwijają w kłębki
odkładają nawet wzburzoną pianę
na koronkowe chusteczki
których nie trzeba będzie
przykładać do oczu
Styczeń 1983
* * *
BIAŁA KARTA
wzywa mnie szumiąca biel
przed pierwszym wersetem Księgi
biel która nie ma wyrazu
jak gdyby płynna planeta
co stwarza i zatapia swoje Atlantydy
i w niewiadomej sekundzie obrotu
wstrząśnięta ręka
niczym pisak sejsmografu
rysuje wszystkie znaki wiersza
i nic ponad to
Luty 1990
* * *
KTO MA USZY
on wieje kędy chce
i rozrzuca swoje dziewiąte symfonie
ramy okien przemienia w liry
na szybach jako na bębnach grzmi
a klamki ustępują mu
połyskując i drżąc niby smyczki
wiele mógłby powiedzieć o wietrze
kto odżywia się jego muzyką
w górach powietrza wznosi się i opada
dozwala chmurnym krajobrazom
przesuwać się przed pięcioma zmysłami
aż na skraj widma
niesłyszalnego i bezchmurnego
dlatego jest powiedziane
"kto ma uszy niechaj słucha"
bo nawet wiatr może być mistrzem
pasterzem w drodze na której
zachwycające są ziemskie lekcje
a każda chwila objawień pełna
on może odtąd prowadzić rękę
przez ucho igielne twego pióra
wejdzie do królestwa znaczeń
aby poruszyć je czule
i zawsze inaczej
Marzec 1992
* * *
TULIPAN
on pierwszy
jak kościół otwiera się każdej wiosny
ma lśniącą posadzkę z aksamitnego brązu
obszytą złotym kręgiem błyskawicy
ponad którą rozjarzona kopuła czerwieni
ciemno ożebrowana tam gdzie nakładają się płatki
a o żółtym pręciku kapłanie życia
otoczonym sprężystymi jak strażnicy mieczykami
i o dyskretnie słodkim zapachu
cóż powiedzieć
jak sprostać wszystkiemu
co w jednej chwili doznają zmysły
ile trzeba odwagi aby podnieść oczy
i opuścić aby przenieść je z miejsca
na miejsce zostawiając tyle innych miejsc
tyle bezmiaru bez umiaru i miary
my przybysze z kosmosu nieuwagi
z planety oddalenie
czy zdołamy się zbliżyć
z podziwem i wdzięcznością
czyli poezją i modlitwą
rzuconych w żywy ogrom
pytam z uporem choć może nie potrzebnie
bo mądrość
nie daje się złapać
w siatkę pytań i odpowiedzi
bo miłości
zawsze brak słów
a radość
ich nie potrzebuje
Maj 1997
* * *
PIERZENIE
czy to co słyszę i co widzę
to właśnie jest pierzenie
wielkie pierzenie wiosny
zielony szron zmowa mgieł
jak folie przed zerwaniem
gdy wznosi się reflektor dnia
prosto na gwiazdy drzew
i szum przeciągły rześki wiew
po pęczniejących już kopułach
po szczytach nawałnicy
szus bieg z wróblami wczesny zwiad
co tchu od nowa i pierś w pierś
szukanie tak odgadywanie nie
gdzie jestem ja na żywej liście
i którą mi wypadło być literką
w tej biblii obecności
czy tu czy tam za uchyleniem
jakiego liścia pieczęci ilu
i w którym pąku lub w koronie
czy dobrze widzę-słyszę własne ja
czy jeszcze życia mego brzmi i trwa
to wieczne opierzanie
Kwiecień 2000
|