Słowo wstępne
Wstęp zawsze jest grą
naskórkową.
Z zasady nie ma końca,
jeśli ma być wstępem.
Reszta to dogrywka,
którą można przeoczyć,
a kiedy zdarza się,
boli. W tej grze
ostrożność nakazywałaby
nie porzucać słów -
to, co może się spełnić,
spełnia się
na powierzchni.
Indziej
Tak, to nie to,
nie to miejsce.
Miejsce, w którym
mieliśmy zamieszkać,
jest daleko
od domu.
Nie daje ci dojść
od urodzenia
do siebie.
Na wszelki wypadek
wymieńmy adresy.
Dowód z tożsamości
Imię utworzone przyrostkiem
-men (jak brzemię) od pnia no-
Aleksander Brückner
Tu mieszkam,
stąd moje imię.
Na szklance
nienegocjowalny odcisk warg.
Na wargach syczące spółgłoski
polszczyzny.
W polszczyźnie
równinne apokryfy krajobrazu.
Pod wycieraczką
klucz.
Nie wyjdę już
na swoje.
Sznur
dzieciństwo
klucz do mieszkania
zawieszony na szyi
jak kamień
odłupany ze skały
na której postawiono dom
Bieg na orientację
Tu mieszkam i takim mnie widzisz,
przybrany akcent rozpoznając z miejsca.
Z miejsca też wyprowadzasz
moje imię na ludzi,
choć imiona jak kroniki
nie prowadzą donikąd.
Za oknem pogoda
zmienia front bez konsekwencji,
a po tej stronie zapowiada się
przejściowe poruszenie
za naszą miarę i na naszą modłę
czyli dosłownie jak wczoraj.
Kiedy przyjdzie twój ruch,
wyjdziesz tym samym wejściem,
wyznaczając na przyszłość
płaszczyznę porozumienia.
Zapowiadany bieg na orientację
można rozegrać na planszy.
Szklana kula
Od lat nie umawiam się na jutro,
umawiam się na to, co było,
choćby na gomułkowskich ulicach
mojego Karolewa,
gdzie strzelałem
do chłopaków po niemiecku.
Ile dywizji może mieć miasto,
którego nie ma na mapie?
W świecie krojonym na naszą miarę
trudno się znowu nie spotkać,
a jeszcze trudniej nie zetrzeć.
Na Karolewie nicht neues.
Tu mieszkam,
tu zostałem zapisany,
choć nie wyciągaj z tego
pochopnych wniosków na przyszłość:
zawsze coś mogło wydarzyć się
pod Stalingradem.
Wietrzne miasto Łódź
Wiatr przewiewa na wylot
nieruchome miasto.
Nigdy nie umiało się kolebać,
a rości sobie pretensje.
W powietrzu stoi
niezamieszkany wieżowiec,
jakby tu były inne wymiary
niż horyzontalna dyktatura
Piotrkowskiej,
która nie rozciąga się,
lecz leży
jak na porodówce,
bo tu wszystko
rodzinne.
Stąd mieszkam na wschód,
zachód, północ i południe,
stąd moja stronniczość
(geografia nie daje innych możliwości).
Kartografia
Awizo. Znowu na pocztę.
Pamiętaj o numerze i serii.
Pięć znaczków do Łodzi, do Londynu
jeden. Matematyka jak zwykle
buja w obłokach, a za szybą
dziewczyna obgryza ołówek
tak bardzo metodycznie. Trafię tu
po kopertach. Listonosz
przeciera szlaki
z krótką przerwą na posiłek.
Tu mieszkam, z trudem wiążąc początki.
Kto by pomyślał, że nasze miasta
rozłożą się na tej samej mapie.
Od morza do Tatr
Jeszcze wczoraj był tu mięsny,
a mimo to trafiłem na pocztę,
kupiłem kopertę i znaczek
z papieżem - tym razem z profilu,
bo nie mieli drobnych.
Klej na języku
smakował jak klej na znaczku
uporczywie przez całą minutę.
Potem nastąpiło pomieszanie smaków,
których nie potrafię nazwać,
choć mógłbym wymienić
wszystkich Jagiellonów.
Tu mieszkam, ale z nikim
nie jestem po imieniu.
Moje listy trafiają
do czerwonej skrzynki.
Frutti di mare
Pizza w Ustce z owocami morza,
a za oknem morze, ale bez owoców.
Martwe? Żaden powód do zmartwień.
Przyjemnie popatrzeć
na przyjezdne Polki w wydaniu topless
i otwarty horyzont
w roli tła z metą w Szwecji.
Marne szanse na połów. Konkurencja
komarów i śródlądowych marynarzy
z marskością wątroby, którym marzy się
wszystko, tutti frutti, en bloc. Po co
za horyzont? Wystarczy popatrzeć,
gdy bezowocne morze wynosi nas
fala za falą na brzeg.
|