Informator kulturalny - co? gdzie? kiedy?
Strona główna serwisu www.reymont.pl
Ośrodki kultury - wydarzenia, imprezy
Galerie, wernisaże, wystawy Koncerty, recitale Literatura - nowości wydawnicze
Teatry - premiery, przedstawienia Zapowiedzi, premiery, recenzje Media Muzea
Strona Łódzkiego Domu Kultury: www.ldk.lodz.pl
Informator Ośrodki kultury Teatr Muzea Galerie Koncerty Media Film Literatura


ARCHIWUM SYLWETEK MIESIĄCA

JERZY JARNIEWICZ

 

Jerzy Jarniewicz

Urodzony w 1958, poeta, tłumacz, krytyk. Wykłada współczesną literaturę angielską na uniwersytetach w Łodzi i Warszawie; jest członkiem zespołu redakcyjnego "Literatury na Świecie". Jako krytyk stale współpracuje m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Tygodnikiem Powszechnym" i "Tyglem Kultury", a także z pismami brytyjskimi.

Opublikował kilka tomów poetyckich: Korytarze (1984), Rzeczy oczywistość (1992), Rozmowa będzie możliwa (1993), Są rzeczy których nie ma (1995), Niepoznaki (2000), Po śladach (2000), Dowód z tożsamości (2003), a także dwa tomy szkiców literackich - Lista obecności. Szkice o dwudziestowiecznej prozie brytyjskiej i irlandzkiej (2000) oraz W brzuchu wieloryba. Szkice o dwudziestowiecznej poezji brytyjskiej i irlandzkiej (2001).


Słowo wstępne

Wstęp zawsze jest grą
naskórkową.

Z zasady nie ma końca,
jeśli ma być wstępem.

Reszta to dogrywka,
którą można przeoczyć,

a kiedy zdarza się,
boli. W tej grze

ostrożność nakazywałaby
nie porzucać słów -

to, co może się spełnić,
spełnia się

na powierzchni.


Indziej

Tak, to nie to,
nie to miejsce.

Miejsce, w którym
mieliśmy zamieszkać,

jest daleko
od domu.

Nie daje ci dojść
od urodzenia

do siebie.
Na wszelki wypadek

wymieńmy adresy.


Dowód z tożsamości

Imię utworzone przyrostkiem
-men (jak brzemię) od pnia no-
Aleksander Brückner

Tu mieszkam,
stąd moje imię.

Na szklance
nienegocjowalny odcisk warg.

Na wargach syczące spółgłoski
polszczyzny.

W polszczyźnie
równinne apokryfy krajobrazu.

Pod wycieraczką
klucz.

Nie wyjdę już
na swoje.


Sznur

dzieciństwo
klucz do mieszkania

zawieszony na szyi
jak kamień

odłupany ze skały
na której postawiono dom


Bieg na orientację

Tu mieszkam i takim mnie widzisz,
przybrany akcent rozpoznając z miejsca.

Z miejsca też wyprowadzasz
moje imię na ludzi,

choć imiona jak kroniki
nie prowadzą donikąd.

Za oknem pogoda
zmienia front bez konsekwencji,

a po tej stronie zapowiada się
przejściowe poruszenie

za naszą miarę i na naszą modłę
czyli dosłownie jak wczoraj.

Kiedy przyjdzie twój ruch,
wyjdziesz tym samym wejściem,

wyznaczając na przyszłość
płaszczyznę porozumienia.

Zapowiadany bieg na orientację
można rozegrać na planszy.


Szklana kula

Od lat nie umawiam się na jutro,
umawiam się na to, co było,

choćby na gomułkowskich ulicach
mojego Karolewa,

gdzie strzelałem
do chłopaków po niemiecku.

Ile dywizji może mieć miasto,
którego nie ma na mapie?

W świecie krojonym na naszą miarę
trudno się znowu nie spotkać,

a jeszcze trudniej nie zetrzeć.
Na Karolewie nicht neues.

Tu mieszkam,
tu zostałem zapisany,

choć nie wyciągaj z tego
pochopnych wniosków na przyszłość:

zawsze coś mogło wydarzyć się
pod Stalingradem.


Wietrzne miasto Łódź

Wiatr przewiewa na wylot
nieruchome miasto.

Nigdy nie umiało się kolebać,
a rości sobie pretensje.

W powietrzu stoi
niezamieszkany wieżowiec,

jakby tu były inne wymiary
niż horyzontalna dyktatura

Piotrkowskiej,
która nie rozciąga się,

lecz leży
jak na porodówce,

bo tu wszystko
rodzinne.

Stąd mieszkam na wschód,
zachód, północ i południe,

stąd moja stronniczość
(geografia nie daje innych możliwości).

Kartografia

Awizo. Znowu na pocztę.
Pamiętaj o numerze i serii.

Pięć znaczków do Łodzi, do Londynu
jeden. Matematyka jak zwykle

buja w obłokach, a za szybą
dziewczyna obgryza ołówek

tak bardzo metodycznie. Trafię tu
po kopertach. Listonosz

przeciera szlaki
z krótką przerwą na posiłek.

Tu mieszkam, z trudem wiążąc początki.
Kto by pomyślał, że nasze miasta

rozłożą się na tej samej mapie.


Od morza do Tatr

Jeszcze wczoraj był tu mięsny,
a mimo to trafiłem na pocztę,

kupiłem kopertę i znaczek
z papieżem - tym razem z profilu,

bo nie mieli drobnych.
Klej na języku

smakował jak klej na znaczku
uporczywie przez całą minutę.

Potem nastąpiło pomieszanie smaków,
których nie potrafię nazwać,

choć mógłbym wymienić
wszystkich Jagiellonów.

Tu mieszkam, ale z nikim
nie jestem po imieniu.

Moje listy trafiają
do czerwonej skrzynki.

Frutti di mare

Pizza w Ustce z owocami morza,
a za oknem morze, ale bez owoców.

Martwe? Żaden powód do zmartwień.
Przyjemnie popatrzeć

na przyjezdne Polki w wydaniu topless
i otwarty horyzont

w roli tła z metą w Szwecji.
Marne szanse na połów. Konkurencja

komarów i śródlądowych marynarzy
z marskością wątroby, którym marzy się

wszystko, tutti frutti, en bloc. Po co
za horyzont? Wystarczy popatrzeć,

gdy bezowocne morze wynosi nas
fala za falą na brzeg.


17 V 2012
Strona wydawnictwa "Kalejdoskop" - numer styczniowy
Strona główna
Redakcja

  sylwetka miesiąca 
  ARCHIWUM

  Robert T.
  Rutkowski

  Przemysław
  Owczarek

  Przemysław
  Dakowicz

  Barbara Nadgórska
  - Maciejewska

  Monika Mosiewicz

  Maria Duszka 

  Grzegorz Strumyk 

  Piotr Macierzyński 

  Dorota Filipczak 

  Kacper Bartczak 

  Jerzy Jarniewicz 

  Piotr Grobliński 

  Marek Czuku 

  Lucyna Skompska 

  Bogusław Bujała 

  Krzysztof Smoczyk 
Strona główna / Informator kulturalny / Ośrodki kultury / Teatr / Muzea
Galerie / Koncerty / Media / Film / Literatura / ŁDK / O nas
do góry