* * *
pod słońce
w martwym
zaułku parku
fioletowieje piasek
przez chwilę
chcieliśmy być sami
spojrzałem
tak nie umiem
odwrócić wzroku
zostaliśmy
już dawno
rozdzieleni
* * *
TWARZE
jest ich za mało
albo za dużo
inaczej
niż mogę zapisać
na kartce
lub fotografii.
Zamykam oczy
by lepiej widzieć
jak to się dzieje we śnie.
Mózg widzi
ale też wybiera sobie
to, co widzieć zechce.
* * *
Wyszliśmy z zieleni
i w tym roku
nie mogę się napatrzeć
prześwietlonego lasu
jakby oczy wędrowały
do pierwszego obrazu
zanurzały się w swojej
nie mojej pamięci
oceanu
* * *
Zalane miasta, spalone domy.
Od samego początku siedzimy na drzewie
i wypatrujemy ratunku.
Bezmiar w dole, to samo w górze.
Ręce muszą się trzymać najcieńszej gałęzi.
Jak przy pisaniu, ręce słabną, drzewo rośnie.
Dziś po zachodzie niebo nabrało różowego
oddechu w ołowiu.
O świcie powinno przestać padać.
* * *
A lusterka w pokoju, to nie po to, żeby podglądać.
Ale żeby odbijały to, czego nie widać.
A ty wiesz, że spieszący się i niespieszący,
nigdy się nie zatrzymają?
A choinki tak, wymiata się igły choinek sprzed
lat.
Ach, ta czystość, zabija znaczenie.
* * *
ZACZEŁO SIĘ
O godzinie 8,11
zaczęło się
powstanie
bombardowanie i serie
nad nami
przewiercanie przebijanie
wymiana
u sąsiadów okien
z drewnianych na plastikowe
proszę żonę by biegła
po środki opatrunkowe
przyniosła wino albo piwo
ale ona jest w kuchni odcięta
od samego rana
się nie słyszymy
* * *
ODDZIAŁ
Jak sosny urosły.
Zdębiałem.
Przyrost jak po wybuchu
a jałowce wielkie jak postacie
przerosły mnie wzrostem i kolorem.
Po raz pierwszy tak zmalałem
w oczach za to urosło.
Postanowiłem zostać dłużej.
To wreszcie
moja opowieść.
Jak partyzant
odkrywam wolność życia w lesie
i dla tej nowej ojczyzny
a nie dla żadnej idei
dam się prędzej zamknąć
niż wykurzyć.
* * *
POBYT
Trafiały się też piękne miejsca,
w promieniu siedemdziesięciu metrów:
wieża, sklep, apteka, cmentarz, plaża.
Dopadał sen w środku dnia,
w którym odnajdywałem ścieżkę,
jaką chciałbym powrócić, skąd przyszedłem.
Najprzyjemniejsze pozostaną jednak wspomnienia
miękkich, ciemnych owoców rozgniatanych językiem
o podniebienie i wchodzenie do wody przy wysokiej
fali.
- Wszystko, co robiłem nago.
Mężczyźni i kobiety
mijający w nieskończoność.
Ale brałem też pod uwagę i to,
że co napisałem, nie zostanie zrozumiane,
a czego nie napiszę, zrozumiane zostało już dawno.
W każdym razie miałem dowody na to,
że każdy tekst może zostać wygładzony
do nieskazitelnie gładkiej powierzchni.
A ja jeszcze dziś mogę mówić do słońca, drzewa,
kamienia,
a właściwie są to odpowiedzi na ich istnienie.
Może to ślady pierwszej dojrzałej ludzkiej mowy.
Któregoś dnia leżąc na piasku.
- Każda mniejsza rzecz powtórzyła się w większej.
I pewnie tak będzie.
Tak kończył się krótki mój pobyt,
ale co jeszcze mógłbym tu robić.
Z SEZONU
Już prawie po sezonie
ale jeszcze nie do końca.
Na pewno jest ciszej
bo wracamy.
Piasek gładki
ze śladami pod spodem.
Gdybyśmy żyli tak Albo - Albo
a nie Tylko.
Zamiast tracić siły
na porównywanie się z innymi.
To czy udałoby się stworzyć
Wyspę Bezrestrykcyjną?
Życie jest takie
jakim akurat teraz żyję.
Na wyspie
biegłoby na okrągło.
Co innego szukać porównań -
dzięki nim udaje się coś stworzyć.
Z jeszcze innej strony czyste
ziarenka piasku też są pociągające.
Takie ostatnie
obserwacje
MYŚLNIK
Grażynie Szymczyk
W powiększających się formatach obrazów i słów
przesłaniających pejzaż nie znajduję prawd.
Odkleja się przebija.
Gdy więcej i głośniej o czymś
to nikt już nie wierzy.
Więcej mówią kropki od traktatów.
To co powie plamka
- to w szczęściu i nieszczęściu jest jasne jak
słońce.
W rozchodzącym się znieruchomieniu
najintensywniejszy ruch.
|