* * *
Kim ty właściwie jesteś dla mnie
Jak potłuczone szkło
spada na mnie twój głos
we śnie
niewidoczny
kaleczący nieobecny
A przecież są miasta w których się nie znamy
Ulice gdzie nie spotykam cię za każdym rogiem
Łóżka bez twojego ciepła
Ciało nieodwiedzane
Moje
Kobieta którą jestem
wchodzi w ciemny las
nie oglądając się za siebie
kroczy esplanadą pożądań
w bezwstydnym nagim świetle
podczas gdy ja
czekam
na skasowanym przystanku
i zręcznie ukrywam
złamany obcas
przed nieistniejącymi
przechodniami
* * *
Latem
na dłoni powstaje krajobraz
obiecany kiedyś
przy stole siedzi wieczór
rozsypuje intymność
na włosach
i sprzętach
Pierwszego dnia
po stworzeniu
siedzieliśmy razem
na brzuchu rudej góry
Oparta o ciebie plecami
opowiadałam
kwiaty i kolory
jaskółcze gniazda
pod naszym balkonem
koraliki śmiechu
na nitce deszczu
Oparty o mnie
opowiadałeś
osty i tulipany
nieba i ziemie
drogi i ścieżki
niekonieczne
Na ciepłym kamieniu
wygrzewał się wąż
pod ochroną
I to było dobre
* * *
Umrę prawdopodobnie na wiersz
którego nie umiem napisać
i wtedy dowiem się że to było moje życie
pełne oswojonych i nieoswojonych słów
menażeria egzotycznych wyrażeń
nieprzejrzyste szkło kieliszka
pomieszanie łez zmysłów i metafor
jasność o północy ciemność w południe
chusteczka obszyta smutkiem
deszcz za kołnierzem
okruch słońca w cieniu
zapach sadu
na wieczną
ziemi pamiątkę
EROTYK POSTGLACJALNY
Wyrzeˇbiłeś mnie jak lodowiec
nadałeś bieg rzekom dni
wyznaczyłeś granice lasu
uciekające przed językami
topniejącego lodu
moje oczy
zmieniły się w jeziora
oswojonych pstrągów
gotowych przypływać
do brzegu twego ciała
na każde skinienie
Teraz mówisz
epoka lodowcowa minęła
i nie lubisz już pstrągów
* * *
Ile słów
tyle ran
Niedˇwiedzica
poturbowana
przez myśliwego
liże rozdarte
futro
nad strumieniem
nie troszcząc się
o to że ptaki
zioła i góry
słyszą jej ryk
Ból jest
poza konwencją
* * *
Kiedy wyszliśmy z raju
kości dinozaurów
były jeszcze ciepłe
wokół krążyły
nowe zwierzęta
walczyliśmy
o terytorium
zabijając jedne
oswajając inne
odchodziłeś
coraz głębiej
w las
zostawiając mnie
z pumą i papugą
przynosiłeś
nieznane owoce
przyprawione
obłędem
nasze pierwsze
dziecko
miało kolor
bagien o wschodzie
słońca i mówiło
obcym językiem
EX NIHILO
Czy lubisz ostrygi?
nigdy ich
nie jadłam
kiedyś musi być
pierwszy raz
powiedział
i zaczął otwierać
muszelkę
która broniła się
bez przekonania
jak ja
Cierpka Wenus
z zażenowaniem
kryjąca się
w muszelce
czterech ścian
zamieszkanych
przez inkuby
i perłowe
grzebienie
w domu
gdzie pękają
fundamenty
MARTWY PORT
Między
Obrońców Stalingradu (dziś Legionów)
a ulicą Srebrzyńską
nie ma łodzi
puste bocznice zardzewiały szlaban
opowiadają pragnienie podróży i wody
dziś sprzedaje się tu odkurzacze
i suszarki do włosów w piętnastu kolorach
zaprzeszły kurz pamięta komunizm
wytrwałość trawy w nieszczelnym betonie
drogę ze szkoły i przemianę w rzeźbę
Naga kobieta w wyschniętej fontannie
pod poradnią gruˇlików
widzi to inaczej
w błysku Roentgena jestem żebrem miasta
obrastam w piękno
nieucieleśnione
przykładam ucho do muru maneża
i słyszę tętent
bocznica zmienia się w nabrzeże
tory w sieć kanałów
zerwany szlaban
kwitnie szklanym mostem
i Łódź płynie
ja płynę
w teczce z plastiku
pocztówka
z Wenecji
ODPOWIEDŹ KLASYKOM
Wbrew pozorom wielkości
tematem sztuki jest rozbity dzbanek
lub dzbanek cały
z kwiatem tamaryszku
ból zęba
kropla potu
w studni oceanu
bruk
nie ideał
MARTWA NATURA Z BIBLI
W przepowiedni van Gogha słowo jest obrazem
Słowem malując trudno oddać światło
na kartach Księgi Wielkiej oraz księgi małej
gdy sąsiadują na tym samym płótnie
otwarta Biblia i Joie de vivre Zoli
Bunt syna przeciw ojcu zmienił się w dysputę
Goliata sacrum z Dawidem profanum
Literatura wzeszła objawieniem
obok ziemniaków zboża i kwiatu jabłoni
Obraz przywodzi na myśl rzeźby księgi
drewniane i kamienne nierozcięte karty
Słowo zamknięte formą głosi własny koniec
|