Informator kulturalny - co? gdzie? kiedy?
Strona główna serwisu www.reymont.pl
Ośrodki kultury - wydarzenia, imprezy
Galerie, wernisaże, wystawy Koncerty, recitale Literatura - nowości wydawnicze
Teatry - premiery, przedstawienia Zapowiedzi, premiery, recenzje Media Muzea
Strona Łódzkiego Domu Kultury: www.ldk.lodz.pl
Informator Ośrodki kultury Teatr Muzea Galerie Koncerty Media Film Literatura


SYLWETKA MIESIĄCA

Krzysztof Kleszcz

 

Krzysztof KLeszcz (1974) - poeta, laureat konkursów poetyckich m.in. im. Poświatowskiej, im. Norwida, im. Olszewskiego, im. Pajbosia, im. Sułkowskiego. Jego wiersze ukazały się w Tyglu Kultury, Wakacie, internetowym wydaniu Gazety Wyborczej, RED-zie oraz Arteriach.
W grudniu 2008 r. ukazał się jego debiut książkowy "Ę" (wydawnictwo Kwadratura, Łódź).
Mieszka w Tomaszowie Mazowieckim. Prowadzi stronę autorską oraz (wspólnie z Piotrem Gajdą) blog literacki



Rocznik

Szukałem winy. Ciagle w pielgrzymce wokół domu,
po tych samych ścieżkach, przez smutek do skutku.
Z wysokiej skarpy patrzyłem to w dal, to w dół,
najpierw rzucałem kamykiem, potem zepchnąłem samochód.
Sprawdzałem echo, aż wypowiadane "ja" brzmiało jak "aj".
Próbowałem upału, mrozu, siódmych potów i pękniętej skóry.
Otworzyłem drzwi i wystawiłem niepotrzebne sprzęty,
nawet regał, bo została tylko jedna książka. Teraz
odtwarzam to w pamięci jak bajkę z dobrym zakończeniem,

szukam wina, by o roczniku mówić: doskonały.


Pod klepsydrą

Chyba dobrze, że zasypiamy i śpimy tygodniami, nie ma nas.
Pada śnieg, spóźnia się autobus, a zamiast brzydkich słów
z ust wydobywa się para. Krucha konstrukcja powstawała długo,
czujcie się jak u siebie, skrzypi pod stopami.

Na drutach ptaki, muzyka z Islandii. Samochody, nie widzę
by się poruszały, wszyscy kierowcy i pasażerowie spięci
pasami, dzieci w fotelikach. Chodzę w tę i z powrotem, z biletem
w ręku, zostawiam śmieszne ślady. Drzewa? Przez chwilę pomyślałem,

że po to są, by trzymać ten puch. Choć wzrok przyzwyczaja się
do wszechobecnego światła, to drogę najlepiej odszukać w pamięci,
nie sugerować się piaskiem sypanym przez sennego dozorcę.
Poruszam ustami uszczypnij mnie, nie używając mrozu.


Spełnienie


Był strach, czy zdążę wejść w sen, usiąść tam,
zrobić uff? Pytałem, gdzie się udać, żeby się udało?

Czerwonym wzrokiem w światło, by usłyszeć
zamknij oczy. I jest - duży spokój w dużym pokoju.

Z żelazkiem nad kaftanikiem, z ziemniakiem
nad obierką się myśli - gdzie mi będzie tak w stereo,

gdzie mnie tak olśni łyk? Miałem tylko niebawem,
niebawem i odkryłem w tym wielkie nieba.


do ciebie, siebie

przeproś się. po deszczu na słońcu zrób wdech.
płyń, aż do miejsca gdzie rozpoznasz refren.
zalej wrzątkiem dwie łyżeczki, szukaj słów.
zamiast bywać, zostań, bo tylko okrążasz miasto,

odmrażasz łokieć - nie tam trzeba poczuć drogę.
przejedź dłonią po żywopłocie, jakbyś głaskał
niesforne dziecko. rozejrzyj się, a jeśli złapiesz ostrość,
wystarczy pstryknąć, by to mieć. odgniewaj się,

przyjmie cię papier albo płótno, oto cały ty,
wypisz wymaluj. masz górę, to nieś się jak echo.


Proszę

Pięć lat ze słowem proszę. Pisanie ogonka w ę
z nieśmiałością, z przyzwyczajenia, wreszcie
jak ukręcanie ciasta, gdy wsypało się
już migdały i wiórki. By w końcu wyrosło

na ustach wyznanie wiary "Nie wierzę
własnym oczom!", by smutek - dziki zwierz
wyginął. Okna są na północ, a światło i tak
odnalazło stertę. Po śladach atramentu

sunęło jak skaner, czytało ze zrozumieniem.
Widziało nieśmiałe proszę i proszę niecierpliwe,
proszę z ę jak muszla, z białą perłą w środku.
Dziś ma już miesiąc - cud pisany nam.


Meteoryt

Gdy spadł wydawał się być z porcelany. Niebo
było zamglone, można powiedzieć, że nie było nieba.
A on nic nie ważył, był jak rodzynek w serniku,
jak czarna porzeczka, piosenka, gdy płyniesz z nią
i nie ma świata, nic nie ma, tylko podróż przez fisy,
wysokie c. I stał się naszym kosmosem, soczewką,
bo gdy patrzę, to patrzę już tylko przez niego.
Gdy przekładam z ręki do ręki, to czuję, że jest ciężki.
Dźwigać go trzeba, uważać, by sen był czujny,
krok bezpieczny. Patrzę jak się w nim odbijam,
jak odbija ciebie. Dokładnie mieścimy się w jego
metalicznym kadrze. Mój kompas zwariował.

Wystarczy zacisnąć dłoń, dotknąć, by nabrać sił.
Spadł - teraz my mamy swój cel, swoje mc kwadrat.


Dom, gdzie klif

Horyzont był rozpięty. Czekał, aż przetnie go maszt,
statek z dalekich wysp przywiezie przyprawy.

Już wszystkie patelnie skwierczą. Kolejne ciężarówki
przywożą cement i cegły, sen. Dziecko bawi się w piasku

obok betoniarki. Ściany ocieplone styropianem dwunastką.
Z czarnej ziemi białe pnie i białe kwiaty - rozdziawiony

każdy pąk. W powietrzu jod od sztormów i burz,
gdzieś w butelce list, a wokół sól, sól.


5 II 2012
Strona wydawnictwa "Kalejdoskop" - numer styczniowy
Strona główna
Redakcja

sylwetka miesiąca

  ARCHIWUM

Maciej Robert


TOMASZ SOBIERAJ


ROBERT MINIAK


Artur Fryz


Robert Rutkowski


Przemysław Owczarek


Przemysław Dakowicz


Barbara Nadgórska - Maciejewska


Monika Mosiewicz


Maria Duszka


Grzegorz Strumyk


Piotr Macierzyński


Dorota Filipczak


Kacper Bartczak


Jerzy Jarniewicz


Piotr Grobliński


Marek Czuku


Lucyna Skompska


Bogusław Bujała


Krzysztof Smoczyk

Strona główna / Informator kulturalny / Ośrodki kultury / Teatr / Muzea
Galerie / Koncerty / Media / Film / Literatura / ŁDK / O nas
do góry