Informator kulturalny - co? gdzie? kiedy?
Strona główna serwisu www.reymont.pl
Ośrodki kultury - wydarzenia, imprezy
Galerie, wernisaże, wystawy Koncerty, recitale Literatura - nowości wydawnicze
Teatry - premiery, przedstawienia Zapowiedzi, premiery, recenzje Media Muzea
Strona Łódzkiego Domu Kultury: www.ldk.lodz.pl
Informator Ośrodki kultury Teatr Muzea Galerie Koncerty Media Film Literatura


Wpisz szukaną frazę:



       


 
RYSZARD KLIMCZAK W "RONDZIE"

Spotkanie literackie z łódzkim pisarzem Ryszardem Klimczakiem.

Ryszard KLimczak - – ur. 24 czerwca 1925 r. w Łodzi; prozaik, poeta, satyryk, dziennikarz. Absolwent studiów prawniczych na Uniwersytecie Łódzkim.
Autor powieści: Czas – karabin (1961), Niepokój elektrostazy (1987), Skok w wyciszony horyzont (1993), O Raku, owczarku węgierskim i skrzypcach Stradivariusa (1998), opowiadań: Nikt nie jest poza podejrzeniem (1992), Humoreski – makabreski z łezką i bez łezki (2001), Dotyk zamulonego czasu (2007), wspomnień: Raport ilustrowany (1970), felietonów: Bez owijania w bawełnę (1971), esejów: Etiuda na dwa biopola - Włodzimierza Sedlaka szkic do portretu (2000), publikacji historiograficznych: Między wojnami. Cz. 2. Związek [Zawodowy Robotników i Robotnic Przemysłu Włóknistego w Polsce w latach 1919-1939] (1958), Ojczyźnie - służba, cierpiącym - pomoc [70 lat Związku Inwalidów Wojennych w Łodzi] materiały i studia (1989), tomików poezji, aforyzmów, fraszek, utworów satyrycznych: Granat i pióro (1979), Drgania wzbudzone (1989), Kramik z czernidłem, mydłem i powidłem (1993), Fraszki – rubaszki (1994), Lot po krzywiźnie czasoprzestrzeni (1995), Peregrynacje afrykańskie (1996), Erotyki i … Wybryki (1997), Błazeceństwa (2000), Graffiti na tynku pamięci (2002), Rewizja nadzwyczajna (2002), Aforyzmy, fraszkoryzmy, no … ładne kwiatki (2002), Wtedy, później, teraz (2004), Przyzagrodowe zoo (2005), Damy na dywanie oraz wszystkie inne nasze codzienne sprawy (2009). Utwory Ryszarda Klimczaka ukazały się w kilkunastu antologiach i almanachach. Autor filmu dokumentalnego „Meandry, przełomy” (2007). Laureat ogólnopolskich konkursów literackich.

Ośrodek Kultury "Rondo", Limanowskiego 166

18 września o 18.00


STO LAT POEZJI

Wiersze pisać można w każdym wieku, o czym przekonuje spotkanie autorskie ze 101-letnią poetką z Łodzi, Heleną Kowalską.

Śródmiejskie Forum Kultury, Roosevelta 17

24 września o 18.00

STO LAT POEZJI


SPOTKANIE Z EWĄ FILIPCZUK

Spotkanie literackie z łódzką poetką Ewą Filipczuk.

Ewa Filipczuk - poetka. Debiutowała "Grą" (1977), jej następne tomiki to: "Cafe chaos" (1980), "Czekam na ciebie w ciemnościach" (1986, nagroda im. Stanisława Wyspiańskiego oraz wyróżnienie Funduszu Literatury), "Hotele, pokoiki małe" (1989), "Paryska sukienka" (1991) i "Klucz" (1999)

Ośrodek Kultury "Górna", Siedlecka 1

6 września o 18.15


XXX LAT NSZZ "SOLIDARNOŚĆ"

W sali konferencyjnej Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego odbędzie się spotkanie z okazji 30 rocznicy NSZZ Solidarność. Wstęp wolny.

Program spotkania:
•Prezentacja Encyklopedii Solidarności,
•Prezentacja Portalu 10 milionów,
•Dyskusja panelowa na temat historii NSZZ "Solidarność" ze szczególnym uwzględnieniem Regionu Ziemia Łódzka i Regionu Mazowsze, z udziałem historyka Włodzimierza Domagalskiego i Radosława Petermana (Instytut Pamięci Narodowej),
•Prezentacja filmu Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka "Towarzysz Generał" oraz spotkanie z reżyserem.

Biblioteka im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, ul. Gdańska 100/102

3 września o 17.00

XXX LAT NSZZ "SOLIDARNOŚĆ"


KSIĄŻKI Z ŁODZIĄ W TLE

Redaktor i wydawca Wojciech Grochowalski zaprasza na spotkania O książkach z Łodzią w tle. Wśród prezentowanych książek znajdą się pozycje dotyczące łódzkiej kultury, oświaty, sportu i edukacji.

2 września dyskusja o książkach związanych z Łodzią i muzyką.

Ksiągarnia "Światowid", Piotrkowska 86

czwartki o 15.45

Wojciech Grochowalski


NASZE POETKI SZALEJĄ W NIEMCZECH

Sieradzka poetka Maria Duszka i bełchatowianka Magdalena Forusińska uczestniczą w festiwalu Literatursommer Schleswig-Holstein 2010. Literackie lato jest w tym roku poświęcone literaturze polskiej i ma bogaty program. W programie trwającego dwa miesiące festiwalu m.in. Magdalena Tulli, Tadeusz Dąbrowski, Tomasz Różycki, Wojciech Kuczok, Włodzimierz Nowak. Obecność w tym gronie Marii Duszki to duże wyróżnienie, możliwe także dzięki pracy tłumaczki dr Małgorzaty Półroli.

MARIA DUSZKA SZALEJE W NIEMCZECH


GDYBYM JA BYWAŁ - KONKURS ROZSTRZYGNIĘTY

Znamy już laureatów konkursu na nowe wersje tekstów do pieśni Fryderyka Chopina "Gdybym ja bywał...". Jury w składzie: Bożena Sitek (Biuro Obchodów Chopin 2010), Renata Banacka-Walczak (dyrygent), Przemysław Owczarek (poeta) po przeczytaniu nadesłanych tekstów i ich wnikliwej analizie, postanowiło nie przyznawać I nagrody.

II nagrodę w wysokości 1500 zł otrzymała pani Anna Piliszewska z Wieliczki, godło La Belle Jardiniere, za teksty: Zaręczymy się jedyny…oraz Tam, gdzie biały dwór,

a III - Agnieszka Battelli z Łodzi, godło: Maja, za tekst: Znicze

Cztery równorzędne wyróżnienia w wysokości 500 zł każde otrzymali:

Marta Plota z Poznania, godło: Tiara, za tekst Kołysanka katyńska - za szczególną zgodność słowa i muzyki;

Olga Kowalska z Ostrowa Mazowieckiego, godło: Galeo, za tekst Gdybym - za walory humorystyczne i odniesienia do współczesnych sposobów komunikacji elektronicznej;

Lilla Latus ze Zduńskiej Woli, godło: Lilmar, za zabawny tekst Brzydki Władek;

Czesław Markiewicz z Zielonej Góry, godło: horda wolnej stali, za tekst Anachroniczna miłość do śmiertelnie pryncypialnej polonistki.


Prezentujemy wiersze zwyciężczyni konkursu - Anny Piliszewskiej.


Tam, gdzie biały dwór

(Op. 74, nr 3)

Tam, gdzie krzywy krzyż przydrożny,
Pochyliły dęby cienie;
Długie cienie lunatyczne,
Wędrujące za promieniem.

Tam gdzie biały dwór i ganek,
Tylko kamień na kamieniu.
Tylko długie, lunatyczne,
Przyklękają cień przy cieniu.

Tylko krzywy krzyż przydrożny,
Tylko rzeki żywe znamię.
Posiwiały stare dęby…
Posiwiała nawet pamięć…


Zaręczymy się jedyny…

(Op. 74, nr 14)

Zaręczymy się, jedyny,
pod tym martwym bukiem –
świadkiem będzie tylko kamień
i sowa z borsukiem.

Wytniesz moje imię nożem
w chropowatej korze –
nie popłynie łza żywicy,
nie drgnie listek w borze.

Dam ci pierścień z pajęczyny,
ty mi piasek z grobli.
I wyjedziesz bez przyczyny,
i o mnie zapomnisz.

Posiwieją moje włosy
pod tym martwym bukiem –
świadkiem będzie tylko kamień
i sowa z borsukiem…

GDYBYM JA BYWAŁ - KONKURS ROZTRZYGNIĘTY


KOLEJNA NOMINACJA DLA "CYKLISTA"

KOLEJNA NOMINACJA DLA "CYKLISTA"
Wydana przez Kwadraturę i Oddział Łódzki SPP książka Przemysława Owczarka Cyklist zbiera kolejne laury. Po nominacji do nagrody Gdynia przyszło wyróżnienie w X Konkursie Literackim Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Tomik został nominowany do nagrody w kategorii poezji.
Rywalami Cyklista są: Magdalena Bielska - Wakacje, widmo(Wydawnictwo a5, Kraków 2009) i Szczepan Kopyt - Sale, sale, sale(Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury,
Poznań 2009).
W kategorii debiutu nominowana jest wydana w Łodzi książka Joanny Lech pt. Zapaść (Poleski Ośrodek Sztuki w Łodzi, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, 2009).

Propozycje wydawców oceni jury w składzie: Grażyna Borkowska (przewodnicząca), Alina Brodzka-Wald, Przemysław Czapliński, Grzegorz Leszczyński, Bronisław Maj, Andrzej Rostocki, Piotr Śliwiński, a także przedstawiciele PTWK – Olcha Sikorska (komisarz Konkursu), Barbara Petrozolin-Skowrońska i Lidia Sadowska.
Nazwiska laureatów zostaną oficjalnie ogłoszone 16 września 2010 roku o godz. 18:00, podczas uroczystości wręczenia nagród, w Klubie Księgarza w Warszawie, Rynek Starego Miasta 22/24.
 


ŁÓDZCY POECI/PORTRET

Fotograf Dominik Figiel przygotowuje nowy projekt - Łódzcy Poeci/ Portret to praca dokumentująca portrety współczesnych poetów Łódzkich.

Rozmowa z autorem:

- Skąd wziął się pomysł twojego projektu?

Dominik Figiel: - Z chęci fotograficznego udokumentowania portretów współczesnych poetów Łódzkich. Projekt ma na celu połączyć fotografię i poezję, osobę i twórczość, obraz i tekst a jednocześnie przybliżyć odbiorom współczesną sytuacje poezji w Łodzi. Inspiracją jest zainteresowanie studium portretu fotograficznego jak i sama poezja.

- Kto znalazł się wśród poetów zaproszonych do udziału w projekcie?

- Na obecną chwilę :Robert Rutkowski, Marek Czuku, Tomasz Sobieraj, Maciej Robert, Przemysław Owczarek, Rafał Gawin, Piotr Grobliński, Przemysław Dakowicz, Iza Kawczyńska, Marcin Pryt.

- Jaką rolę pełni umiejscowienie poetów w ich "środowisku naturalnym"?

- Miejsce spotkania z poetą jest bardzo istotne, gdyż cały kontekst tła na portrecie dopowiada historię osoby fotografowanej. Niekiedy jest to kolejna, odrębna historia wyciągnięta z życia bohatera portretu, a niekiedy jest próbą odzwierciedlenia klimatu twórczości poety. Elementem łączącym wszystkie te przestrzenie jest Łódź.

- Czy rozmowa przeprowadzana z poetami w trakcie sesji jest częścią składową projektu?

- Spotkanie z poetą i cała sesja fotograficzna oparta jest na rozmowie. W czasie trwania zdjęć jest ona częścią składową projektu, co pozwala na ucieczkę od pozowania, a daje możliwość skupienia się na momencie poznawania poety. Co rejestruje się na zdjęciu.

- jaki ostateczny kształt przybierze ten projekt i kiedy będzie można go zobaczyć?

- Mam nadzieje zgromadzić ok. 30 portretów poetów, którzy dzisiaj piszą i tworzą. Pracę planuję zakończyć wystawą w Łodzi, może nawet albumem. Termin zakończenia projektu to marzec/kwiecień 2011r.


Dotychczas wykonane portrety można zobaczyć na
autorskiej stronie Dominika Figiela

Portret Tomasza Sobieraja


KOMIKSOWY GRUNWALD

KOMIKSOWY GRUNWALD
Projekt „Grunwald 2010” to edycja specjalna międzynarodowych warsztatów komiksowych City Stories, w ramach których współpracują ze sobą artyści komiksowi – rysownicy i scenarzyści – z Litwy, Białorusi, Ukrainy: Igor Baranko (Ukraina), Gintaras Jocius (Litwa), Vital Voranau (Białoruś), Włodzimierz Bludnik (Białoruś), Oleksij Czebykin „Shakll” (Ukraina) oraz Polscy twórcy: Marek Szyszko, Henryk Jerzy Chmielewski – Papcio Chmiel, Przemysław Truściński, Grzegorz Janusz, Tomasz Piorunowski, Paweł Timofiejuk, Wojciech Birek, Marek Skotarski, Bartłomiej Kuczyński. Razem stworzyli historie, dla których inspiracją było wielkie historyczne wydarzenie – bitwa pod Grunwaldem 15 lipca 1410 roku.

W kwietniu 2010 roku, artyści spotkali się w Łodzi, a potem zwiedzili miejsca i tereny związane z grunwaldzką bitwą. Podczas warsztatów powstały pierwsze pomysły i zarysy komiksowych opowieści, inspirowanych historycznymi wydarzeniami. Następnie zostały dopracowane, narysowane i zebrane w jednym albumie.

Uroczysta premiera dwujęzycznego, polsko-litewskiego albumu „Grunwald 2010” miała miejsce podczas obchodów rocznicy bitwy, w dniach 15–17 lipca, na polach Grunwaldu.

Organizatorzy projektu: Narodowe Centrum Kultury, Stowarzyszenie Twórców „Contur”, Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi oraz Łódzki Dom Kultury.
 


XVI KONKURS IM. JACKA BIEREZINA

Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi ogłasza kolejną edycję jednego z najważniejszych konkursów poetyckich w Polsce.


XVI Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Jacka Bierezina
Łódź 2010

REGULAMIN

1. Organizatorami konkursu są Oddział Łódzki Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz Poleski Ośrodek Sztuki w Łodzi.
2. Honorowy Patronat nad konkursem sprawuje Prezydent Miasta Łodzi.
3. W konkursie mogą wziąć udział jedynie piszący w języku polskim poeci przed debiutem książkowym, którzy nadeślą organizatorom projekt swojego pierwszego zbioru wierszy, skomponowanego jako artystyczna całość i opatrzonego tytułem.
4. Prace konkursowe należy sporządzić w trzech egzemplarzach w postaci zbindowanych wydruków w formacie A4 o rozmiarze czcionki 12 p., a następnie przesłać do 15 października 2010 r. (liczy się data stempla pocztowego) na adres: Poleski Ośrodek Sztuki, ul. Krzemieniecka 2a, 94-030 Łódź, z dopiskiem na kopercie: „Bierezin”.
5. Organizatorzy proszą dodatkowo o równoległe przesłanie propozycji konkursowej pocztą elektroniczną na adres bierezin@tlen.pl w postaci jednego zwartego pliku formatu doc lub rtf (z dopiskiem w temacie: konkurs Bierezina).
6. Prace konkursowe (w formie papierowej i elektronicznej) winny być opatrzone godłem słownym. Do przesyłki wysłanej zwykłą pocztą należy dołączyć oddzielną, zaklejoną kopertę, oznaczoną tym samym godłem, a zawierającą dane autora: imię, nazwisko, adres, telefon, e-mail.
7. Konkursowe tomy podlegać będą dwustopniowej ocenie: przez komisję kwalifikacyjną, która wyróżni wybrane pozycje nominacjami do nagrody głównej oraz przez jury, które spośród tomów nominowanych wybierze zwycięzcę.
8. Komisję kwalifikacyjną i jury powołują organizatorzy, a skład tych ciał zostanie podany do wiadomości publicznej najwcześniej po upływie terminu nadsyłania prac konkursowych.
9. Komisja kwalifikacyjna i jury oceniają nadesłane prace jako wypowiedzi tekstowe. Na ocenę nie mają wpływu elementy plastyczne i typograficzne wydruku, o ile nie stanowią części składowej poetyki tomu (jak choćby w przypadku tzw. poezji konkretnej).
10. Nominacje (tylko tytuły tomów i godła) podane zostaną w listopadzie 2010 r. na stronie www.spplodz.pl.
11. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi w grudniu 2010 r. podczas IV Festiwalu Puls Literatury.
12. Nagrodą główną jest wydanie wskazanego przez jury debiutanckiego zbioru wierszy.
13. Przystąpienie do udziału w konkursie jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych przez organizatorów zgodnie z przepisami ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych. Organizatorzy informują uczestników, że ich dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie w związku z wykonaniem postanowień niniejszego regulaminu, w celu przeprowadzenia konkursu, promocji konkursu oraz informowania o konkursie.
14. Wzięcie udziału w konkursie jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na regulaminowe warunki uczestnictwa.
15. Organizatorzy nie odsyłają konkursowych prac.
16. Wykładnia niniejszego regulaminu należy od organizatorów.

zgłoszenia - do 15 października


PIOTR GAJDA MÓWI O "ZWŁOCE"

Piotr Gajda, tomaszowski poeta związany z łódzkim środowiskiem literackim, autor świetnie przyjętego debiutu Hostel, opublikował swoją drugą książkę poetycką. Tom Zwłoka (dostępny wraz z najnowszym numerem kwartalnika "Arterie") jest już do nabycia w księgarniach. Specjalnie dla nas autor opowiada o jego powstawaniu.

„KAŻDY INTELIGENTNY CZŁOWIEK MUSI BYĆ SCHIZOFRENIKIEM”
Z Piotrem Gajdą rozmawia Maciej Robert

Maciej Robert: Zazwyczaj publikacja drugiej książki jest dla autora nie lada wyzwaniem. Jak to wyglądało w twoim przypadku?

Piotr Gajda: Myślę, że druga książka rzeczywiście jest pewnym rodzajem wyzwania. To okazja, żeby poeta zadał sobie przynajmniej dwa pytania: czy jest mu ona potrzebna, a zwłaszcza, czy jest ona potrzebna komukolwiek jeszcze? Jeśli na przynamniej jedno z nich odpowiedź jest pozytywna, bez zbytniej ujmy dla świata można podjąć kolejną próbę.

W „Hostelu”, swoim debiutanckim tomie, zaproponowałeś wyrazistą poetykę, która – przynajmniej po części – jest kontynuowana w „Zwłoce”. Świadomie pragnąłeś nawiązywać do „Hostelu”? A może starałeś się przełamać wypracowane w debiucie wzory?

W każdym razie niczego nie kalkulowałem. Pozwoliłem tym wierszom „pisać się” z pełną świadomością ich podobieństwa do tych, które zawarłem w swoim debiucie. Być może także ze świadomością ich niedoskonałości. Gdzieś tak pod koniec układania książki doszedłem do wniosku, że zupełnie mi nie zależy na tym, czy „Zwłoka” to umownie rzecz ujmując „Hostel 2”. Zależało mi wyłącznie nad tym, żeby ukończyć tomik i zawrzeć w nim w miarę wyraziste, osobne wiersze, które miałyby szansę kontynuować to, co rozpocząłem w swoim debiucie. Kreowanie indywidualnego, poetyckiego świata.

Twój nowy tom miał nosić tytuł „Wypchane zwierzęta”. Czym jest spowodowana ta nagła zmiana tytułu?

Poprzedni nie definiował w pełni tego, co chciałem wyrazić. Stąd zmiana, która nie była rewolucyjna, a ewolucyjna…

„Zwłoka” jest niezwykle jednolita, wręcz radykalna w kreowaniu pewnej poetyckiej wizji. Można by nawet powiedzieć, że ilość takich obrazów jak krew, martwe zwierzęta, mróz, popiół staje się ryzykowna. Nie bałaś się podjęcia takiego metaforycznego ryzyka?

Umówmy się, że chciałem „pojechać po bandzie”, stworzyć coś klaustrofobicznego, wręcz „podprogowo brzydkiego”. Ale zarazem prawdziwego. Jestem zwolennikiem teorii, że każdy inteligentny człowiek we współczesnym świecie nie ma wyjścia i w pewnym stopniu musi być schizofrenikiem. I taki jest mój świat, mój język, taka jest moja rola poety. Rejestrować „rozdźwięk” pomiędzy światem zewnętrznym i wewnętrznym, zastanawiać się, który z nich jest bardziej realny i tak naprawdę determinuje wszystko, decyduje o wszystkim. Co powoduje, że w każdym z nas prędzej, czy później zatrzaskują się jakieś drzwi. Cóż, żeby tego dokonać podejmę każde ryzyko, wykorzystam każdy poetycki topos, rekwizyt… Ryzyko, które masz na myśli, nie ma znaczenia w kontekście przejrzystości zapisu, ponieważ nie zawsze to właśnie forma (technika) decyduje o „jakości rejestracji”.

Nie bałeś się porównań z obśmianym niedawno przez Rafała Wawrzyńczyka modnym stylem młodej poezji, nazwanym przez tego krytyka „poezją somatyczną”, operującą podobnymi atrybutami do tych użytych w „Zwłoce”?

O ile sobie przypominam głos krytyczny Rafała Wawrzyńczyka odnosił się głównie do propozycji poetyckiej Joasi Lech. Cóż, traktuję go wyłącznie jako jedną z opinii, której przeciwstawiam nominację „Zapaści” do kilku ważnych nagród poetyckich. Chcę przez to powiedzieć, że cały czas obracamy się w zamkniętym kręgu subiektywnych ocen, które dopiero w odległej cezurze czasowej nabiorą pewnej ostrości. W ogóle nie myślę o porównaniach, modach, młodej poezji. Owszem, często myślę o upływie czasu, o tym, że zbyt dużo go zmarnowałem na to, żeby „układać się” z życiem i z codziennością. Ale taka jest cena naszej egzystencji. A już na pewno nie rozmyślam nad znaczeniem pojęcia „poezja somatyczna”…

Na ile pewne zjawiska i pewne nazwiska związane z najnowszą polską poezją są ci bliskie? Myślę tutaj choćby o Honecie, Kobierskim czy Jaroszu.

Zwłaszcza z Kobierskim i Jaroszem czuję pewne pokrewieństwo na poziomie emocjonalności wiersza. Dodałbym tu jeszcze Grzebalskiego, Woźniaka i poniekąd Elsnera. Co do Romana Honeta nie mam prostej odpowiedzi, więc zostawmy tu pewien stopień niedomówienia…

Wolisz właściwie postrzegać poezję jako zbiór indywidualności, czy raczej skupisko pewnych grup? Sam jesteś związany z łódzkim środowiskiem, jesteś zaliczany do tzw. „dykcji łódzkiej”. Jakie są plusy (i – ewentualnie – minusy) bycia członkiem poetyckich stowarzyszeń?

Powtarzam to do znudzenia. Z określeniem „dykcja łódzka” byłbym bardzo ostrożny. Nie czuję absolutnie żadnego pokrewieństwa z indywidualną dykcją Roberta Miniaka, Rafała Gawina, Michała Murowanieckiego, Krzysztofa Kleszcza, Moniki Mosiewicz, czy wreszcie Przemka Owczarka. Łódź, to raczej miejsce geograficzne, niż endemiczne. „Arterie” – pismo, wokół którego na chwilę obecną niejako skupiamy się, to w dużej mierze projekt Przemka, Agnieszki Owczarek, Madzi Nowickiej, Rafała i Michała, aniżeli „organ” określonej dykcji lub grupy. Znamy się, lubimy i cenimy, ale osobiście ograniczyłbym się do sformułowania „środowisko”. Bycie jego częścią w moim przypadku zaowocowało wydaniem dwóch książek i możliwością poznania wielu wspaniałych ludzi związanych z Łodzią, ale już niekoniecznie z pismem, czy personalnie z nami.

Mam wrażenie, że typ poezji, który ostatnio wzbudza największe uznanie u krytyków, czyli poezja (post)lingwistyczna, intelektualna, nierzadko trudna do rozszyfrowania, jest ci kompletnie obca?

Jestem wystarczająco skomplikowany jako jednostka, świat wokół mnie jest wystarczająco skomplikowany, jak również moje z nim relacje. Osobiście, nie widzę powodu, abym musiał komplikować język, za pomocą którego opisuje moje w nim (świecie) miejsce. Niemniej rozumiem, jeśli ktoś artykułuje taką potrzebę.

Emocje i imaginacje – to, jak mniemam, dla ciebie ważniejsze od językowych gierek?

Jakiekolwiek „gierki”, nie tylko te językowe, są mi obce już na poziomie poetyckiej mentalności. Imaginacja poety, to coś na tyle poważnego, że nie zawaham się użyć tego określenia – poważnego śmiertelnie. W tym sensie jestem „poetą totalnym”, który nie ukrywa się za „warsztatowym makijażem”. Stąd bywam jednocześnie „autorem naiwnym”, ale i czasami autentycznym.

Jednakże nie odżegnujesz się całkowicie od lingwistycznych koneksji, pozwalając sobie na językowe zabawy. Czy „Budda, żółty jak budyń” albo zbitki typu „Bóg, płonący stóg albo żrący ług” są dla ciebie jedynie badaniem brzmieniowych możliwości języka czy mają realne przełożenie na treść i atmosferę wiersza?

Wróćmy do chłodnej kalkulacji. U mnie ona nie występuje, za to w całej rozciągłości znaleźć można w moich wierszach ślady „boskiej ingerencji”, albo prościej i mniej pompatycznie – pewnej językowej intuicji, która czasem wpływa na konkretną frazę, albo na całościową atmosferę wiersza. W tym sensie „brzmieniowe możliwości języka” są tożsame z moimi możliwościami intuicyjnymi, warsztatowymi, albo wyobrażeniowymi. Widać stąd w całej rozciągłości, że zgodnie z tym jak to trafnie wobec mnie definiuje Wojtek Kass, raczej nie jestem „mózgowcem”.

Czy zawieszenie, od którego rozpoczynasz otwierający tom wiersz „Prawidła”, a także motto z Ciorana, podkreślające wagę okresu przemian oraz tytuł, który można odczytywać również jako odroczenie, ma jakiś związek z etapem twojej twórczości (a może życia?), na którym się obecnie znajdujesz?

Cieszę się, że tak trafnie to odczytałeś. Na poziomie twórczości dziś odrzucam pośpiech, który spowodował, że w przeciągu dwóch lat napisałem dwie książki. Zwróć uwagę, że to tempo narzucił mi mój własny życiorys. Nieśmiałe próby poetyckie pod koniec lat osiemdziesiątych, a potem kompletny bezwład, aż do roku 2000, a właściwie 2007, kiedy to „demo”, z którego zrodził się potem mój właściwy debiut otrzymało nominację do nagrody im. Jacka Bierezina. I cały czas towarzysząca temu determinacja polegająca na tym, że jeśli już miałbyś siebie jakoś zdefiniować, jedyna przychodząca na myśl definicja brzmi: „poeta”. To fiksacja i mam tego świadomość. Niemniej, nadal uważam, że te najważniejsze wiersze są jeszcze przede mną. Zwlekam, być może łudzę się, że to moje założenie jest prawdziwe.

„To nic trudnego wymyślić karawanę liżącą strup”. Podczas pisania wierszy zawierzasz bardziej wyobrażeniowej kreacji czy raczej zdajesz się na popatrywanie i podsłuchiwanie rzeczywistości?

I tu myślę, byłem najbliżej Romana Honeta, na co zresztą zwrócił mi uwagę Przemek Owczarek, uważny redaktor książki. „Ośmielona wyobraźnia”, to nośne określenie a w przypadku twórczości Honeta niezwykle trafne, z tym, że u mnie pełni ono rolę usługową wobec wydobywanych z własnej podświadomości obrazów. Nie mogą być one kompletnie oderwane od rzeczywistości, ponieważ bez interakcji z nią, nie ma takiej możliwości, aby w ogóle mogły być „żywe”. Wiersz kompletnie oderwany od określonego emocjonalnego kontekstu, jest zaledwie hologramem.

A sen? Jak ważna jest jego rola?

Sen uświadamia mi, co to jest „nicość”.

„Otwórz szeroko oczy i wywietrz dom z umarłych” – piszesz w ostatnim wierszu. Czy to zapowiedź przyszłych zmian w twojej poezji?

Nie mam pojęcia. Wiem jedno, do następnej książki chciałbym wpuścić nieco „powietrza”. Dalsza intensyfikacja dykcji, to już byłaby chyba jednostka chorobowa. Choć z drugiej strony trzeba przekraczać granicę, wyznaczać ją sobie za każdym razem od nowa. Wtedy nie jest już jakimkolwiek ograniczeniem, a jedynie linią horyzontu.

PIOTR GAJDA MÓWI O "ZWŁOCE"


WYWIAD Z PRZEMYSŁAWEM OWCZARKIEM

Prezentujemy wywiad z łódzkim poetą Przemysławem Owczarkiem, autorem tomu Cyklist, który znalazł się w finale Nagrody Literackiej Gdynia.

BYĆ "POMIĘDZY" TO JEST WYBÓR, KTÓRY POLUBIŁEM
Z Przemysławem Owczarkiem rozmawia Maciej Robert

Maciej Robert: „Cyklist” to zbiór zapisków z podróży. Duchowych, metafizycznych, onirycznych, wynikających jednak zawsze z podróży rzeczywistych – rowerowych. Czy z rowerowego siodełka widzi się wyraźniej? Odczuwa się więcej? Chce się inaczej opisać świat?

Przemysław Owczarek: To zależy od tempa, w którym piszemy. Są pisarze, którzy uważają na przykład, że szyba samochodu jest doskonałą kartką. Takim autorem jest choćby Andrzej Stasiuk. Szeroki, prozatorski opis świata to jeszcze dla mnie nie ta faza, przynajmniej na razie. W „Cykliście” potrzebowałem krótkich, dynamicznych strzałów, szybkiego kontaktu z rzeczywistością – to właśnie zapewnia rower. Jazda na tej maszynie nie oddziela nas od świata żadną przegrodą, żadną granicą. Poza tym, jeśli obieramy tempo zgodne z biciem serca, tak też pracują przekładnie, w rytmie naszego ciała. Na tej samej zasadzie możemy obrać odpowiednią narrację, która będzie spokojnie pulsować uzupełniana poszczególnymi obrazami. Ponieważ rower jest jednak krótkodystansowcem, inaczej niż pociąg czy samochód, zmusza nas do szybkiego spisywania świata, którego zaułki nieustannie się zmieniają. To jest dobra maszyna do tworzenia kolaży.

Jednostajne tempo dyktuje rytm. Spodziewać by się można było zatem melodyjnego wiersza, tymczasem użyłeś prozy poetyckiej.

Tak, ponieważ jednostajny rytm i melodyka najlepiej spełniłyby się chyba w trzynastozgłoskowcu (śmiech), ale dzisiaj ta forma nie ma sensu, chyba że jakiś pastisz z niej skorzysta. Na rowerze organizm pracuje czasem szybciej, czasem wolniej – tak samo teksty powstałe w czasie jazdy mogą być krótsze albo dłuższe, szersze albo skondensowane. Dlaczego taka akurat forma? Szukałem czegoś bliskiego poematowi prozą, który mieści się pomiędzy wierszem a prozą poetycką. Pasowało mi to do roweru, który poprzez ograniczoną długość tras prowokuje krótkie formy. Poza tym klasyczny układ wiersza wymuszałby formę, która wyklucza rowerowe zaskoczenia czy spięcia. W wersach pisanych prozą więcej może się więcej wydarzyć, mam po prostu większą swobodę.

Rower mówi swoi językiem, skrzypi, zgrzyta. Rowerzysta może się zasapać, zmęczyć. Czy z tego wynikają językowe przesunięcia, asocjacje, brzmieniowe zbitki?

Rzeczywiście, jest coś takiego w zgrzytaniu roweru, co się przekłada na zgrzytanie języka. Z kolei przeskakiwanie na różne zębatki to zmienianie stylu narracji. Rower przez swoją budowę podsuwa samego siebie jako analogię pracy pisarskiej. Nie patrzmy jednak na niego jak na maszynę do pisania, tylko jak na model literackiej rzeczywistości.

„Cyklist” dokumentuje podróż na tereny graniczne – pomiędzy miasto i wieś, ale także pomiędzy jawę a sen, życie a śmierć, przeszłość a teraźniejszość. Chciałeś opisać prywatną ziemię niczyją?

Wybrałem miejsca, które są skrzyżowaniami. W kulturze skrzyżowania, rozstaje i granice są miejscami najsilniej obłożonymi tabu, ale też oferującymi najwięcej możliwości. Albo jak w bluesie – spotykasz diabła na rozstaju dróg, podpisujesz z nim cyrograf i grasz potem fantastyczną muzykę. Ja diabła nie spotkałem (śmiech), jeśli już – to diabła w sobie. Miejsca, które nie są do końca określone, pozwalają w największym stopniu ogarnąć rzeczywistość w bardzo krótkich gestach. W takich międzyprzestrzeniach, na granicy między eksteriorem a czymś, co nasze i rozpoznawalne, jest miejsce na to, by poznawać coś, co jawi się jako eksterytorialne w nas samych. A więc wyparte, stabuizowane, porzucone. To jest także dla mnie najważniejsza przestrzeń rodzenia się nowych, odkrywczych narracji.

To również przestrzeń na styku natury i kultury, w której pojawia się wskrzeszony topos wędrowca-intelektualisty, samotnego kowboja czytającego w siodle mądre księgi. Twój bohater przypomina mi trochę Williama Blake’a z „Truposza”.

Kowboj? (śmiech) Jasne, w dzieciństwie oglądałem westerny i zawsze byłem po stronie dobrych białych i Indian. Ameryka to jedno wielkie spotkanie nowoczesności z archaicznością. Nie powiem jednak, żebym przeszedł przez wszystkie teksty filozoficzne luźno związane z tym tematem, choćby Emersona i całą linię amerykańskich myślicieli i buntowników. „Truposz” natomiast jest mi bliski, ponieważ czerpie z Blake’a, poety niesamowicie inspirującego. W romantyzmie nadal jest coś obiecującego – możliwość wygenerowania siły, która nas transformuje, przemienia i otwiera nowe możliwości. Starałem się stworzyć rzecz, która połączy odmienne konteksty. Natura i kultura są Symplegadami pewnego modelu, który jest dosyć złudny i pochodzi od strukturalistów. Dlatego pociągające jest trzecie wyjście – niezgoda na taką polaryzację, na bycie po tej lub po tamtej stronie. Być „pomiędzy” to jest wybór, który polubiłem.

Wspomniałeś Emersona. Gdybyśmy dodali do niego Rousseau, Thoreau, może nawet Stachurę – czy taki krąg kulturowych krewnych jest ci bliski? Może jakieś inne nazwiska, inne teksty?

Mój rowerzysta czuje bliskość z tymi wszystkimi myślicielami dzikości, ale zdaje sobie sprawę, że w poważnej mierze obcowali oni z toposem, nie zaś z ekumeną, którą ominęła cywilizacja. Sam spędziłem sporą część dzieciństwa w miejscu odludnym, zawieszonym pomiędzy lasem, polem, rzeką, łąkami, skarpami, pustkowiami. Pierwsze moje lektury to był Jack London. A przecież obrazy z dzieciństwa zapadają w nas najmocniej i później kierują sposobami naszego doświadczania świata. Może z tej racji wymienieni autorzy są mi bliscy. Uważam, że natura, choć dziś w znacznej mierze wydaje się być „ludzkim” konstruktem, ma jeszcze dużo do powiedzenia. Nawet gdy spacerujemy po lesie sadzonym według linii.

Jako motto wykorzystałeś fragment powieści „Doppler” Erlenda Loe, zaczynający się zdaniem: „Ale jako rowerzysta człowiek jest wyjęty spod prawa”. Byłby bohater „Cyklista” banitą-buntownikiem?

To motto jest prowokacją…

…ale jest w twojej książce trochę odszczepieństwa i sprzeciwu wobec zastanych norm. Pojawiają się fragmenty proekologiczne, jest miejsce na ostry osąd rzeczywistości polityczno-społecznej.

Jest coś takiego w naturze, rzadko dziś istniejącej w „czystej” postaci, co modeluje człowieka, wymusza w nim samodyscyplinę i doskonalenie siebie. Świat mediów, władzy i wirtualnej, wygenerowanej rzeczywistości, poprzez którą manipulują nami różnorodne siły, jest ułomny w swoim bogactwie i zwodniczy. Nie wsadzisz wtyczki w drzewo. Natura jest przestrzenią, w której możemy posłuchać siebie; ona proponuje ciszę, która jest kontrapunktem dla miejskiej kakofonii, skądinąd też artystycznie stymulującej. Jako antropolog, który przesiedział sporo w różnych tekstach i doświadczeniach ludzkich, mogę powiedzieć jedno – jeśli żyjesz w surowych warunkach, w nagiej, bezpośredniej naturze, w małej grupie ludzkiej, która musi na sobie polegać, to nie opłaca ci się czynić źle, bo to jest przeciwko innym i życiu. Siła natury wymusza prosty kodeks. Nie kłam, nie kradnij, nie oszukuj, bo sam w naturze sobie nie poradzisz. Z tej racji jest ona nadal surowym, ale fantastycznym nauczycielem i nie ma to nic wspólnego z jej idealizowaniem.

W „Dopplerze” upadek z roweru jest dla bohatera objawieniem, wejściem w inny świat. U ciebie odwrotnie – usadowienie się na rowerowym siodełku pomaga wkroczyć w odmienne stany świadomości. Zaczyna się „postmetafizyczna trasa”, wizje, sny, ostra jazda, niemal narkotykowa.

Niczego nie zażywałem podczas tych jazd (śmiech). Oprócz świeżego powietrza. W codziennym życiu pełnimy pewne role, dość schematyczne, które polegają na powtarzaniu pewnych czynności. Codzienność może być fascynująca, i nawet w niej szukamy swojego własnego, odrębnego świata. Jako dzieciak byłem zakochany we wszelkich mitach, baśniach i legendach, opowieściach które pobudzały moją wyobraźnię. A wyobraźnia jest bytem, który daje nam życie, nieustannie nas odświeża. W baśniowości, biblijności, czy nawet tych narkotykowych transach jest symboliczny kod, który przynosi pewien rodzaj mądrości. „Cyklist” jest książką rozpiętą między wyobraźnią a doświadczeniem, między wizyjnością a realnym, tam właśnie dzieją się najciekawsze rzeczy.

Jest to po części podróż w zaświaty, spotkanie z duchami zmarłych. Jaka jest ich rola?

Nie jestem zwolennikiem romantycznej jazdy z małej litery – kiczowatej, gdzie pojawia się typowo zaślepiająca „polska nekrofilia” wokół zbiorowych ofiar. Bardzo ważna pozostaje dla mnie jednak przestrzeń metafizyczna wysokiego romantyzmu, która mobilizuje pisarza do mówienia za tych, którzy już mówić nie mogą, bo nie dano im głosu lub ich po prostu nie ma. To się łączy z prastarym myśleniem o poezji, która jest osadzona w wizyjności magicznej, w doświadczeniu zaświatów, dla mnie zaś wnika w „podszewkę materialności”. Bo dla mnie zaświaty to pewnym sensie powidok, który wytwarza realność i materia. Ów cień rzucany przez rzeczy i ludzi, jest czymś fantastycznym. W tym cieniu ginie mnóstwo spraw, mnóstwo ludzkiego cierpienia, ale też ludzkiego szczęścia, które nie miało czasu, by się wypowiedzieć. Jest pewne zobowiązanie wpisane w etos zawodowy pisarza, by mówić za tych, którzy mówić nie mogą. Za zmarłych również.

Często na trasie twojego bohatera pojawiają się osoby o cechach niemal boskich, nadprzyrodzonych, pozwalających wstąpić na wyższy poziom zrozumienia. Czy jest to forma nawoływania o duchowych przewodników?

Stale potrzebujemy jakichś przewodników, ale dzisiaj ta figura się zdezaktualizowała. Żyjemy w świecie ciągłej nowości i progresu, gdzie kontakt z przeszłością został nadwątlony albo zerwany. Świat za szybko płynie, żebyśmy mogli korzystać z doświadczeń poprzednich pokoleń. Jeśli spotykamy przewodnika, to tylko na moment. Ta sytuacja nie dotyczy oczywiście religii, ale ma miejsce w życiu codziennym. Jeśli możemy dziś czerpać, to z doświadczenia emocjonalnego poprzedników – babcia więcej nam powie o miłości niż o tym, jak jeździć samochodem, bo tego nie umie. To my uczymy babcię nowości. Starsi ludzie nie nadążają za rzeczywistością, ale posiadają pewne doświadczenia, do których możemy dotrzeć. W pewnym sensie role przewodników przejęła nauka i sztuka, zwłaszcza literatura. Znam mnóstwo osób, które niesamowicie się rozwinęły dzięki intensywnej lekturze najlepszych powieści. To doskonały sposób na korzystanie z ludzkiego doświadczenia.

Bohater „Cyklista” podgląda ludzi, ale sam też jest podglądany. Między nim a innymi ludźmi istnieje jednak pewien dystans, nieprzekraczalna granica. Bardzo rzadko dochodzi do bliższego kontaktu czy rozmowy. Dlaczego?

To proste – wówczas nie byłby to poemat prozą, tylko proza. Unikałem dialogów, chciałem tylko, aby ten sprozaizowany moment nastąpił w określonym, konkretnym miejscu.

„Co mnie boli, to się wykoli. Na papier”. Czy podróż w „Cykliście” jest formą spowiedzi lub nawet pokuty – osobistej lub ogólnoludzkiej?

Wynika to poniekąd z doświadczeń, które zaistniały w moim otoczeniu, na przykład w rodzinie – ktoś, kogo obdarzyliśmy przyjaźnią był, a potem go nie było i przez wiele lat nie było żadnej narracji, która zrekompensowałaby brak tej osoby. W świecie zrujnowanym przez wielką wojnę, taka sytuacja to norma. Jeśli piszemy o tym, co nas boli, to oznacza, że nie boimy się z tym zetknąć – tekst nas wzmacnia.

„Jedziesz do tyłu, do tyłu, do tyłu”. Jest to po trosze podróż w przeszłość, do dzieciństwa. Ale też chyba forma ucieczki od niego, ostatecznego z nim zerwania?

Żeby przekroczyć przepaść, trzeba zrobić trzy kroki w tył i nabrać rozpędu. Zbieramy ułamki doświadczenia, które ułożą się w nowe lustro, w którym możemy się przejrzeć, żeby zobaczyć, czy nasze aktualne odbicie jest żywe. Podczas rowerowych wycieczek często wracałem myślami do zakamarków mojej pamięci, a jednocześnie – jadąc do przodu – wyobrażałem sobie przyszłość. Wszystko zaś działo się tu i teraz. To kolażowanie obrazów i wzajemne przenikanie wątków z trzech czasów prowadziło do narracyjnego celu.

Widzę tu też nawiązania do pewnej pierwotności, do świata, w którym człowiek żył w zgodzie z naturą, do odwiecznego porządku. Do oczywistości następstw pór roku, do oczywistości ludzkiej seksualności, do nagości jako stanu naturalnego.

To mylące stereotypy, ale przecież nasze życie składa się z reakcji i zachowań stereotypowych. Ale powiem też tak: książki, które są niesamowicie nowoczesne, bądź nawet wybiegają w przyszłość, a jednocześnie potrafią czerpać siłę z archaicznych źródeł i „nagich” instynktów, są dla mnie najciekawsze. Literatura jest tym uniwersum, które potrafi spiąć wszystkie nasze czasy. Sięganie do rzeczy archaicznych, przed-słownych, nagich, jest czerpaniem siły do stworzenia czegoś nowego. Ta siła służy temu, aby się nie dać opanować przez sztucznie uproszczone narracje.

Na koniec pytanie o samą nominację „Cyklista” do Nagrody Literackiej Gdynia? Jak odebrałeś decyzję jury, które nominowało książkę niełatwą i nieoczywistą? Co w ogóle sądzisz o samej nagrodzie i o jej znaczeniu.

Jeśli można powiedzieć, że jury zdecydowało się zauważyć taką książkę, to chyba z dwóch powodów. Po pierwsze – jest to książka z małego wydawnictwa, a wydaje mi się, że nominowane teraz tytuły, przynajmniej w poezji, przeważnie dotyczą wydawnictw dość niszowych, będących daleko od oficjalnego nurtu, gdzie tak naprawdę uprawia się tyle samo literatury, co marketingu. Być może jury, nominując takich właśnie autorów, wykonało gest, który konstytuuje również „Cyklista” i sięgnęło do zmarginalizowanego kontekstu. A to jest zawsze odświeżające. To dobry gest – trzeba mieszać i otwierać nowe przestrzenie, bo od paru lat, w przypadku nagród literackich, jakoś bez zdziwienia wiemy, jakie będą nominacje, na kogo się stawia, jakie konie zostały wzięte do gonitwy. Reszta pasie się na ścierniskach i czeka na rzeźnię albo na rezerwat. Taka kowbojska metafora (śmiech).
Po drugie – nie jest to książka dla osób, które oczekują oczywistości. Nie wszystko w życiu jest oczywiste, a i tak okazuje się, że to właśnie rzeczy najmniej oczywiste okazują się najważniejsze. Pisząc, zawsze wymagam dużo od siebie i tyle samo chce wymagać od czytelnika. Chciałbym, żeby to nie było łatwe spotkanie. Kiedy mierzymy się z trudnościami, wtedy czujemy, że jesteśmy żywi, a nie tylko ślizgamy się po życiu. Co bowiem zostaje po książkach, które dobrze się czyta, a nazajutrz nic z nich nie pamiętamy?

Wywiad ukazał się pierwotnie w Dodatku Literackim - Gazecie Nagrody Literackiej Gdynia.

WYWIAD Z PREMYSŁAWEM OWCZARKIEM


3 IX 2010
Strona wydawnictwa "Kalejdoskop" - numer styczniowy
Strona główna
Redakcja
Strona główna / Informator kulturalny / Ośrodki kultury / Teatr / Muzea
Galerie / Koncerty / Media / Film / Literatura / ŁDK / O nas
do góry