Informator kulturalny - co? gdzie? kiedy?
Strona główna serwisu www.reymont.pl
Ośrodki kultury - wydarzenia, imprezy
Galerie, wernisaże, wystawy Koncerty, recitale Literatura - nowości wydawnicze
Teatry - premiery, przedstawienia Zapowiedzi, premiery, recenzje Media Muzea
Strona Łódzkiego Domu Kultury: www.ldk.lodz.pl
Informator Ośrodki kultury Teatr Muzea Galerie Koncerty Media Film Literatura

Kościół Ewangelicko-Augsburski pw. św. Mateusza:
NIEDZIELA Z MUZYKĄ U ŚW. MATEUSZA: Marcin Ciszewski - kontratenor

Ewa Bąk - organy

Łódź, ul. Piotrkowska 283

5 II g. 17




Koncerty: Styczeń 2012

Koncerty: Grudzień 2011
Koncerty: Listopad 2011
Koncerty: Październik 2011
Koncerty: Wrzesień 2011
Koncerty: Sierpień 2011
Koncerty: Lipiec 2011
Koncerty: Czerwiec 2011
Koncerty: Maj 2011
Koncerty: Kwiecień 2011
Koncerty: Marzec 2011
Koncerty: Luty 2011
Koncerty: Styczeń 2011

Koncerty: Grudzień 2010
Koncerty: Listopad 2010
Koncerty: Październik 2010
Koncerty: Wrzesień 2010
Koncerty: Sierpień 2010
Koncerty: Lipiec 2010
Koncerty: Czerwiec 2010
Koncerty: Maj 2010
Koncerty: Kwiecień 2010
Koncerty: Marzec 2010
Koncerty: Luty 2010
Koncerty: Styczeń 2010

Koncerty: Grudzień 2009
Koncerty: Listopad 2009
Koncerty: Październik 2009
Koncerty: Wrzesień 2009
Koncerty: Sierpień 2009
Koncerty: Lipiec 2009
Koncerty: Czerwiec 2009
Koncerty: Maj 2009
Koncerty: Kwiecień 2009
Koncerty: Marzec 2009
Koncerty: Luty 2009
Koncerty: Styczeń 2009

Koncerty: Grudzień 2008
Koncerty: Listopad 2008
Koncerty: Październik 2008
Koncerty: Wrzesień 2008
Koncerty: Sierpień 2008
Koncerty: Lipiec 2008
Koncerty: Czerwiec 2008
Koncerty: Maj 2008
Koncerty: Kwiecień 2008
Koncerty: Marzec 2008
Koncerty: Luty 2008
Koncerty: Styczeń 2008

Koncerty: Grudzień 2007
Koncerty: Listopad 2007
Koncerty: Październik 2007
Koncerty: Wrzesień 2007
Koncerty: Sierpień 2007
Koncerty: Lipiec 2007
Koncerty: Czerwiec 2007
Koncerty: Maj 2007
Koncerty: Kwiecień 2007
Koncerty: Marzec 2007
Koncerty: Luty 2007
Koncerty: Styczeń 2007

Koncerty: Grudzień 2006
Koncerty: Listopad 2006
Koncerty: Październik 2006
Koncerty: Wrzesień 2006
Koncerty: Sierpień 2006
Koncerty: Lipiec 2006
Koncerty: Czerwiec 2006
Koncerty: Maj 2006
Koncerty: Kwiecień 2006
Koncerty: Marzec 2006
Koncerty: Luty 2006
Koncerty: Styczeń 2006

Koncerty: Grudzień 2005
Koncerty: Listopad 2005
Koncerty: Październik 2005
Koncerty: Wrzesień 2005
Koncerty: Styczeń 2005

Wpisz szukaną frazę:



       


ZAKOPOWER

Zakopower jest obecnie najbardziej znanym w Polsce zespołem, który z powodzeniem łączy muzykę Podhala z nowoczesnymi brzmieniami oraz rockową stylistyką. Grupa zadebiutowała na polskim rynku muzycznym płytą Music Hal wydaną w 2005 roku. Znakomite kompozycje Mateusza Pospieszalskiego, w nowatorskim, energetycznym wykonaniu zespołu, zostały entuzjastycznie przyjęte przez publiczność i docenione przez jurorów wielu festiwali muzycznych. Zakopower nominowany był między innymi do MTV Europe Music Awards 2005, do nagrody Yach Film, a także został dostrzeżony przez Akademię Fonograficzną, która płycie „Music Hal“ przyznała nominacje do Fryderyka aż w sześciu kategoriach.

Dekompresja, ul. Limanowskiego 200

10 lutego o 19.00

ZAKOPOWER


SPACES FACES

Przyjaźnią się od pieluch, a pierwsze ich utwory, jakie zabrzmiały w schronie przy szkole podstawowej, w której razem pobierali nauki to już trzynastoletnia historia. Kilka lat eksperymentów i poszukiwań zaowocowało osiągnięciem czegoś, co zwłaszcza teraz tak rzadko można usłyszeć - swobodą przekazu oraz oryginalnymi i przemyślanymi kompozycjami. Spaces Faces zaskakują bogatą harmonią i niespotykaną melodyką, co nie oznacza, że muzyka jest trudna w odbiorze czy też "przekombinowana". Nie, ponieważ równowagę dla rozumu stanowi tu ogromny ładunek emocji, co objawia się w energetycznej rytmice i improwizacjach. Obok brzmienia olbrzymią rolą grają teksty, których treść doskonale współgra z dźwiękiem. To właściwie opowieści, obserwacje innych i samych siebie, niekiedy pełne metafor, w innym przypadku mówiące wprost o sprawach bliskich każdemu z nas. Dlatego koncerty Spaces Faces to katharsis, święto zarówno dla publiczności, jak i dla samych muzyków. Choć Zespół Głośników Wzmacniaczy i Mikrofonów nigdy nie wybierał drogi na skróty, podążał gdzieś po bocznych torach, krętymi ścieżkami, zawsze obok "topowych" zjawisk, to chyba właśnie swą odmiennością uzależnił od siebie setki fanów. Teraz za sprawą pierwszego oficjalnego wydawnictwa ich grono na pewno sie powiększy. Jednak Spaces Faces nie planuje odpoczynku od nagrań. Już jesienią zespół wchodzi do studia by zarejestrować utwory na kolejny longplay. Wcześniej będzie można je usłyszeć "na żywo", bo mimo pracy studyjnej muzycy nie zamierzają zaniedbać swoich fanów, których twarze rozpoznają na kolejnych koncertach.

Lizard King, ul. Piotrkowska 62

10 lutego o 22.00

SPACES FACES


FISZ - EMADE

Koncert promujący najnowszą płytę Zwierzę bez nogi.

Mija właśnie 10 lat od czasu wydania płyty Polepione dźwięki, dlatego bracia Waglewscy dumnie mianują się „mistrzami starej szkoły” i z przymrużeniem oka prezentują nowy materiał, stylistycznie nawiązujący do ich pierwszych inspiracji muzycznych, w tym do pionierskiego hiphopu.

Ci, którym brakowało klasycznych rymów Fisza i mistrzowskiej produkcji Emade będą na pewno usatysfakcjonowani - przesterowany rap podbity mocnym rytmem nie brzmiał tak dobitnie od czasów Check Your Head Beastie Boys, do twórczości których fani znajdą nawiązania chociażby oglądając teledysk zapowiadający płytę. Fisz i Emade nie byliby oczywiście sobą gdyby nie pokazali także drugiej strony swoich muzycznych fascynacji. Bracia nadal uważnie poszukują nowych brzmień - na albumie Zwierzę bez nogi znalazło się też miejsce dla wycieczek w stronę elektroniki i dubu.

Łódź Kaliska, ul. Piotrkowska 102

9 lutego o 21.00

FISZ - EMADE


WIEDEŃSKA KREW

Łódzki Dom Kultury oraz Towarzystwo Przyjaciół Opery im. Ady Sari zaprasza na kolejne spotkanie z cyklu Arcydzieła opery światowej, podczas którego obejrzeć będzie można operetkę Johanna Straussa (syna) zatytułowaną Wiedeńska krew.

Wykonawcy: Martina Serafin, Peter Matic, Herbert Lippert, Teddy Podgorski oraz chór, balet i orkiestra Austriackiego Letniego Festiwalu Operetkowego w Morbisch.

Prezentacja i komentarze – Waldemar Pawłowski.
Czas trwania - 124 min.

Łódzki Dom Kultury, sala 221, ul. Traugutta 18

6 lutego o 17.00

WIEDEŃSKA KREW


"ŻARTY NA BOK"

"ŻARTY NA BOK"
Żaden inny instrument nie może się z nim równać pod względem szerokości skali, możliwości dynamicznych czy pełnego, a jednocześnie zniuansowanego brzmienia. Największą ewolucję instrument ten przeszedł w XIX w., a wszystko to odbyło się nie tylko za sprawą samych konstruktorów, ale i również kompozytorów, którzy z roku na rok stawiali przed nim coraz to większe wymagania. Wśród twórców, którzy odegrali szczególną rolę w rozwoju fortepianu znaleźli się m.in. Ludwig van Beethoven oraz Fryderyk Chopin – pierwszy z nich w pełni ujawnił niezwykłe możliwości wyrazowe tego instrumentu, drugi zaś dokonał jego ostatecznej nobilitacji.
Podczas recitalu Krzysztofa Jabłońskiego, laureata Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. F. Chopina z 1985 r., oprócz dwóch sonat fortepianowych Beethovena: d-moll op. 31 nr 2 Burzy oraz f-moll op. 57 Appassionaty, usłyszymy również cztery Chopinowskie scherza.

„W co ma się przystroić powaga, jeśli już żart przyobleka się w ciemne welony?” – pytał po wysłuchaniu Scherza h-moll op. 20 Robert Schumann. Odpowiedź na pytanie, co go tak zdziwiło, odnajdziemy w genezie scherza. Do momentu powstania kompozycji Chopina, typowe scherzo (z jęz. włoskiego żart) było dziełem o charakterze pogodnym, u Chopina zaś przybrało zupełnie odmienny, pełen dramatyzmu charakter. Scherzo h-moll op. 20 powstawało prawdopodobnie już od 1830 r., a więc tuż po wyjeździe Chopina z Polski. Odczytywane ono bywa jako wyraz wzburzenia kompozytora na wieści o walce rodaków z zaborcą, a jednocześnie tęsknoty za krajem i domem rodzinnym, czego wyrazem miało być zacytowanie nostalgicznej kolędy Lulajże Jezuniu. O niezwykłym obliczu utworu decyduje jednak głównie charakter części skrajnych – burzliwy, pełen pasji, a nawet furii. To właśnie on przyczynił się do zatytułowania tej kompozycji przez jednego z wydawców, zgodnie z modną wówczas praktyką, Uczta piekielna. Ostateczny kształt utwór otrzymał w 1834 r., zyskując od razu opinię jednego z najbardziej poruszających dzieł, nie tylko Chopina, lecz w ogóle całej epoki.

Filharmonia Łódzka, ul. Narutowicza 20/22

7 lutego o 19.00
 


DANNY BOY EXPERIENCE

Koncert zespołu prowadzonego przez gitarzystę i wokalistę Daniela Frontczaka znanego z Los Potatos i Żuku Żuku. Nazwy się zmieniają, muzyka pozostaje ta sama: blues, rock i jazz.

Danny Boy Experience to trójka przyjaciół grających co im serce podpowiada. Jest to z reguły blues, rock, czasem jazz, a czasem coś, co zupełnie nie wiadomo jak nazwać. Muzykują ze sobą od paru lat w przeróżnych formacjach.

Danny Boy Experience to trio, chociaż często skład się powiększa o przyjaciół zapraszanych do współtworzenia muzyki, grania koncertów, jamów. Zespół podróżuje po Polsce tam, gdzie ludzie lubią posłuchać muzyki, która niekoniecznie znajduje się na szczycie list przebojów. Gra muzykę rodem zza Wielkiej Wody (Hendrix, Presley, Hooker, M. Waters, BB King), ale też nie boi się wspominać muzycznie ojca polskiego bluesa, Tadeusza Nalepy. Ma za sobą współpracę z wieloma artystami stąd i stamtąd, m.in. z Muńkiem Staszczykiem, Leszkiem Cichońskim, Davidem Price'm, Ziemkiem Kosmowskim i zespołem Brak.

Skład zespołu: Daniel Frontczak (gitara, śpiew), Szymek Banasik (perkusja), Benek Bartczak (bas).

Miejskie Centrum Kultury, Bełchatów, pl. Narutowicza 1a

3 lutego o 19.00

DANNY BOY EXPERIENCE


WITOLD JANIAK MAINSTREET QUARTET

WITOLD JANIAK MAINSTREET QUARTET
Zespół Witold Janiak Mainstreet Quartet powstał w 2006 roku w Łodzi. O ich muzyce często mówi się, że to "połączenie mainstreemu z fusion". To poniekąd prawda. Zespół łączy różne konwencje, by osiągnąć rozpoznawalne brzmienie. Wynik tej muzycznej syntezy okazał się na tyle interesujący, że Witold Janiak Mainstreet Quartet wygrał już dwa międzynarodowe konkursy jazzowe: Krokus Jazz Festiwal Jelenia Góra-Bautzen 2007 oraz Bielską Zadymkę Jazzową 2009, gdzie występował przed Ronem Carterem. Gdziekolwiek grają zawsze spotykają się z ciepłym przyjęciem słuchaczy i – co więcej – krytyków.
Na swoim koncie mają również płytę nagraną w Studio Koncertowym katowickiego radia, która została dołączona do magazynu Jazz Forum w czerwcu 2009 roku oraz drugą płytę nagraną dla Radiowej Agencji Fonograficznej w 2010. Ich repertuar to autorskie opracowania standardów jazzowych oraz stylistycznie zróżnicowane kompozycje lidera. Inspirację czerpią z takich źródeł jak: Pat Metheny, Chick Corea & Return to Forever.


Bogart, Gomunice, ul. Fabryczna 13

3 lutego o 20.00


KONCERT GRUPY KUMAMA

Kumama to produkt, przy tworzeniu którego dołożono wszelkich starań, by poszczególne składniki, były najwyższej jakości. Początkowo przypadkowa kompozycja trzech elementów gitary, basu i perkusji dojrzewała powoli na sali prób w procesie muzycznej fermentacji. Z czasem jam session w trzyosobowym składzie potrzebowało przyprawienia odrobiną wokalu, którego wybór podczas przesłuchań okazał się dziecinnie prosty.

Tak oto, z pozornie niezwiązanych ze sobą półproduktów, powstała dźwiękowa mieszanka łącząca w sobie muzyczne fascynacje do różnych stylów, od funku, przez wszelkie odmiany rocka, hip-hop, po piosenkę kabaretową. Zabawa
dźwiękiem miesza się tu z zabawą słowem, wynikiem czego bywa z jednej strony uzależnienie od zespołu, z drugiej może prowadzić do niestrawności (stwierdzono kilka takich przypadków, które mają zostać zbadane). Kumama otrzymała certyfikat jakości, znajdując uznanie w oczach jury pierwszego sortu i zajmując pierwsze miejsce na Pabianickim przeglądzie Rock Master, obecnie czeka na certyfikat ISO.

Młodzieżowy Dom Kultury, Aleksandrów Łódzki ul.1 Maja 17/19

3 lutego o 19.00

KONCERT GRUPY KUMAMA


PUBLIC RELATIONS TRIO

PUBLIC RELATIONS TRIO
"3PR" czyli Public Relations Trio to zespół wykonujący hity muzyki pop/rock oraz standardy jazzowe. Wokalistką grupy jest Angelika Kłaczyńska, na klawiszach gra Piotr Kolanowski, na basie Piotr Siadul. Mają na koncie wiele koncertów.

Irish Pub, ul. Piotrkowska 77

4 lutego o 20.00
 


NIEDZIELA U ŚW. MATEUSZA

Kolejny koncert z cyklu Niedziela z muzyką u św. Mateusza.

Wykonawcy:
Marcin Ciszewski - kontratenor
Ewa Bąk - organy

Prowadzenie koncertu:
Janusz Janyst

Program:
Johann Sebastian Bach (1685-1750) - Fantasia super "Komm, heiliger Geist, Herre Gott" BWV 651
Cesarz Leopold I (1640-1705) - Aria "Taci o core"
Antonio Vivaldi (1678- 1741) - "Stabat Mater" cz. I, VIII, IX
Niels Gade (1822-1890) - Preludium na temat chorału "Lobet den Herrn"
Franz Schubert ( 1797-1828) - Litania D 343
Ferdinand Hiller (1811-1885) - Modlitwa op.46 nr1
Giovanni Morandi ( 1777-1856) - Rondo con imitazione de Campanella
René Louis Becker (1882-1956) - Toccata z Sonaty g-moll op.40
Giulio Caccini (1550-1618) - Canzonetta
Giovanni B. Bononcini (1672-1750)- Aria "Per la gloria d`adorarvi"

Kościół Ewangelicko - Augsburski św. Mateusza, ul. Piotrkowska 283

5 lutego o 17.00

NIEDZIELA U ŚW. MATEUSZA


ELDO

ELDO
Eldo, właściwie Leszek Kaźmierczak, urodził się 27 lipca 1979 w Warszawie. Znany jest również jako Eldoka (pseudonim pochodzi od jego inicjałów L.K - eL do Ka). Jest znanym polskim raperem i muzykiem, bbył członkiem nieistniejącego już zespołu hip-hopowego Grammatik, który tworzył wraz z raperem Jotuze.

Artysta współpracował z rosyjskim DJ'em Vadimem, czeskim duetem Indy & Wich, a poza środowiskiem hip-hopowym między innymi z Leszkiem Możdżerem oraz Moniką Brodką dla której napisał teksty do utworów pt. "Bajeczka (Intro)" i "Samochody i tramwaje", które ukazały się na albumie wokalistki Moje Piosenki. W 2001 roku wystąpił w filmie Sylwestra Latkowskiego Blokersi. Ma na swoim koncie 6 płyt. W 2011 roku Kaźmierczak został sklasyfikowany na 5. miejscu listy 30 najlepszych polskich raperów według magazynu Machina.

Klub Muzyczny Dekompresja, ul. Limanowskiego 200

4 lutego o 21.00
 


ZACZAROWANE STRUNY

Gdy 2 grudnia 1804 roku Ludwig van Beethoven dowiedział się o koronacji Napoleona Bonaparte na Cesarza Francuzów nie potrafił ukryć swojego wzburzenia. Podbiegł do partytury poświęconej Napoleonowi III Symfonii Es-dur i usunął widniejącą na pierwszej stronie dedykację wykrzykując „Czyż i on zatem nie jest niczym więcej niż zwykłym człowiekiem? Teraz i on pogwałci prawa ludzi, by zaspokoić swoją ambicję, wyniesie się ponad wszystkich, stanie się tyranem!”. Dziś, zamiast dedykacji dla Napoleona, na partyturze możemy jedynie przeczytać: „Symfonia bohaterska, skomponowania dla uczczenia pamięci wielkiego człowieka”. Chociaż dzieło, jak głosi wpis, poświęcone jest wielkiemu człowiekowi – bohaterowi, to jednak zadziwia nietypową budową. Po „bohaterskiej” części pierwszej następuje marsz żałobny, a po nim – niezbyt w tym kontekście zrozumiałe scherzo i pogodny finał. Ponoć, gdy rozgniewany kompozytor niszczył dedykację, dokonał również innych, poważniejszych zmian – zastąpił rzekomo istniejącą, pierwotną część drugą marszem żałobnym. Jedna z anegdot głosi, iż w 1821 r., usłyszawszy o śmierci cesarza Beethoven stwierdził „muzykę na tę okazję skomponowałem już dawno temu” czyniąc w ten sposób aluzję do marsza z III Symfonii.
Podczas koncertu zatytułowanego „Zaczarowane struny” oprócz Beethovenowskiej Eroiki usłyszymy również uwerturę do opery Don Kichot na weselu Camacha Antonia Salieriego oraz Koncert skrzypcowy A-dur nr 5 KV 219 Wolfganga Amadeusa Mozarta. Solistą będzie jeden z najlepszych skrzypków węgierskich, laureat I nagrody w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym w Indianapolis (2002), Barnabás Kelemen. Orkiestrę FŁ poprowadzi Daniel Raiskin.

Filharmonia Łódzka, ul. Narutowicza 20/22

3 lutego o 19.00

ZACZAROWANE STRUNY


KONCERT NEFASTUS

Zespół gra muzykę rockową w różnych odmianach.

Założyli go bracia Bartosz i Filip Łapa. Na przestrzeni lat przez Nefastusa przewijało się wielu muzyków, a aktualny skład zaczął klarować się w 2000 roku, kiedy obowiązki wokalistki przejęła Ola.

W roku 2006 piosenka „Purple Clouds” pojawiła się na składance We'll Rock Your Mind Up wydanej przez wytwórnię Equilibrecords.

W marcu 2007 roku Nefastus zaczął nagrywać pierwszą płytę. Ścieżki basu nagrał i zaaranżował wtedy przyjaciel zespołu, Dawid Bychowski, muzyk angielskiej formacji Back2Funk, a także basista sesyjny. W międzyczasie funkcję stałego basisty przejął Łukasz Gerigk. Specjalnym gościem samego nagrania był także Krzysztof Gadulski, który dodał ścieżki djembe oraz udu do niektórych kawałków. Nieco później, podczas występów, na djembe dogrywał także dobry przyjaciel zespołu, Szymon Sośnicki „Śledziu”.

Premiera debiutanckiego albumu odbyła się w marcu 2008. W związku z tym, że zespół wydał go własnym sumptem, płytę można kupić na koncertach lub kontaktując się drogą mailową. Aktualnie zespół tworzy i nagrywa nowy materiał wraz z Alkiem Gruszczyńskim na basie.

Muzycy grający w zespole inspirują się zespołami: Led Zeppelin, Porcupine Tree, Metallica, Gov't Mule, The Dead Weather, The Raconteurs, Dave Matthews Band, Pink Floyd, Pearl Jam, Nirvana, Hey.

Lizard King, ul. Piotrkowska 62

4 lutego o 22.00

KONCERT NEFASTUS


THE STUBS

THE STUBS
THE STUBS to rock’n'rollowy zespół z Warszawy. Tak mówią o sobie: To my trzej. Zawsze żenuje nas, jak zespoły piszą w trzeciej osobie, więc miejmy jasność – piszemy to sami. Na koncie mamy debiutancką płytę, trasę z The Black Tapes i trochę gwiazdorzenia przed Amerykanami w Stodole. Przychylność prasy, która jest poniekąd faktem, zdobyliśmy dzięki temu, że gramy krzywo i prostacko, a mimo tego jesteśmy skłonni wmawiać ludziom, że to właśnie dobrze.

Jazzga, ul. Piotrkowska 17

3 lutego o 21.00


NOWICA 9

NOWICA 9
Muzykę Nowicy 9 trudno jednoznacznie zakwalifikować do konkretnego nurtu muzycznego. Jest to mocno energetyczna muzyka, z ciekawym zdecydowanym basem, rozbudowaną rytmicznie perkusją, oryginalnym brzmieniem gitary. Do tego melodyjne, czasem przypominające lata 70. klawisze i saksofon, którego dźwięki, są jakby na nowo zapisanymi, przed chwilą usłyszanymi melodiami. A to wszystko doprawione zaskakującymi wokalizami.

Nowica 9 to w prostej linii kontynuacja projektu, który nazywał się kiedyś "Zabrzańska Orkiestra Rockowa" z Nowicy. Podstawowy skład: Bolek - gitara basowa, śpiew; Uschi - saksofon; Mirek - perkusja; Astek - klawisze i wokal; Melon - gitara oraz Lewy - gitara basowa.

Klub Bogart, Gomunice, ul. Fabryczna 13

4 lutego o 19.00


IX EDYCJA KONKURSU IM. TANSMANA

IX Międzynarodowy Konkurs Indywidualności Muzycznych organizowany przez Stowarzyszenie Promocji Kultury im. Aleksandra Tansmana oraz Urząd Miasta Łodzi, Filharmonię Łódzką i Akademię Muzyczną w Łodzi odbędzie się w Łodzi w dniach 12-18 listopada 2012 r.

W tygodniku „Polityka” ocenie poddane zostały Konkurs Wieniawskiego i Konkurs Chopinowski: obok tych najważniejszych w Polsce konkursów wymieniany jest – i stawiany za przykład – tylko Międzynarodowy Konkurs Indywidualności Muzycznych im. Aleksandra Tansmana w Łodzi.
W dotychczasowych edycjach Konkursu Tansman wzięli udział młodzi muzycy z ponad 50 krajów świata, w tym z: Polski, Rosji, Belgii, Białorusi, Ukrainy, Węgier, Niemiec, Korei Południowej, Stanów Zjednoczonych, Republiki Południowej Afryki, Chin, Kolumbii, Brazylii, Japonii, Serbii, Francji, Szwecji, Austrii, Tajwanu, Włoch, Kanady, Turcji, Bułgarii, Chile, Bośni i Hercegowiny, Szwajcarii, Syrii, Singapuru, Tunezji, Wielkiej Brytanii, Słowacji, Holandii, Hiszpanii, Grecji, Filipin, Danii, Cypru, Czech, Australii, Albanii, Armenii, Izraela, Kuby, Litwy, Łotwy, Malezji, Norwegii, Nowej Zelandii, Peru, Portugalii, Argentyny, Meksyku, Finlandii. Do każdej edycji Konkursu nadsyłanych jest kilkaset zgłoszeń.

Uczestnik najbliższej edycji w ramach konkursu musi wykonać koncert Aleksandra Tansmana na dany instrument z orkiestrą.

Przyznawane są następujące nagrody:
Grand Prix – 12.000 Euro
II nagroda – 7.000 Euro
III nagroda – 4.000 Euro
IV nagroda – 2.000 Euro
V nagroda - 1.000 Euro

Zgłoszenie należy nadesłać w nieprzekraczalnym terminie do dnia 14 września 2012 r. Regulamin Konkursu: www.tansman.lodz.pl

IX EDYCJA KONKURSU IM. TANSMANA


BAROKOWE NARRACJE

W Łodzi powstał zespół muzyki dawnej o intrygującej nazwie iBaroque. Na Kolorach Polski zagrał Vivaldiego i Haendla, w listopadzie w Filharmonii zaprezentował lekko steatralizowaną wersję Mieszczanina szlachcicem.
Z Konradem Bukowianem, liderem zespołu, na co dzień pierwszym wiolonczelistą Filharmonii Łódzkiej, rozmawia Piotr Grobliński.

Piotr Grobliński: Chciałbym zacząć od zespołu – skąd pomysł? Skąd nazwa "iBaroque!"?

Konrad Bukowian: Po spotkaniu z Marciem Minkowskim, szefem zespołu Les Musiciens du Louvre, z którym miałem okazję współpracować, pomyślałem, że mógłbym stworzyć coś podobnego. Oczywiście nie działamy z takim rozmachem, mój zespół jest dużo mniejszy i dopiero początkujący. Jego orkiestra działa od wielu lat i jest najlepszym, albo jednym z najlepszych zespołów muzyki dawnej na świecie. Ponieważ pracuję w Filharmonii Łódzkiej, korzystam z życzliwości panów dyrektorów, którzy są zainteresowani rozwojem takiego zespołu przy Filharmonii. Tym sposobem zagraliśmy właśnie drugi koncert.
Nazwa ma wyrażać nasz imperatyw, słowo nieistniejące w języku polskim, a sugerujące: "ja barokuję, barokujemy razem".

Czyli pomysł wyszedł od pana…

Tak, to był całkowicie mój autorski pomysł.

Zespół jest afiliowany przy FŁ, ma tu swoją siedzibę?

Nie, na razie jest to współpraca… grzecznościowa. Jesteśmy tutaj goszczeni od czasu do czasu, wystąpiliśmy na Kolorach Polski, teraz zagraliśmy koncert filharmoniczny. Muzyka dawna będzie rozbrzmiewać w Łodzi coraz częściej. W dodatku w wykonaniu łódzkiego zespołu.

Właśnie – czy to jest zespół łódzki? W składzie jest chyba niewielu łodzian?

Tak, autochton jest tylko jeden, ale nie ma się co dziwić – zespoły muzyki dawnej są trochę jak zespoły piłkarskie, pochodzenie nie jest priorytetem. Tak samo u nas. Mój tata pochodzi z Łodzi, ja wychowałem się w Warszawie, ale od dwóch lat mieszkam w Łodzi. Jestem łodzianinem z wyboru i chcę coś zrobić dla mojego nowego miasta. Poza tym kilkoro członków jest związanych z Akademią Muzyczną w Łodzi.

Czy przy takim składzie są możliwe próby czy tylko krótkie spotykania na dzień przed koncertem?

Większa część zespołu to Polacy mieszkający w Antwerpii, Amsterdamie, Hadze i Brukseli. Spotykamy się na cztery-pięć dni przed koncertem.

Ale nad repertuarem każdy pracuje sam?

Tak, nuty są rozsyłane dużo wcześniej. Spotykamy się na samo zgranie, nie ma czasu na czytanie nut. Nasze wspólne próby to weryfikacja pomysłów i wygenerowanie jednej wizji artystycznej.

A nuty są w wolnym dostępie?

Bywa bardzo różnie. Niektóre materiały są trudno dostępne, często wypożyczenie ich jest drogie. Nasz skierniewicki koncert był poprzedzony przeszukiwaniem wielu zagranicznych bibliotek w poszukiwaniu pewnych partytur. Ale na przykład cały Mieszczanin szlachcicem Lully'ego jest dostępny w Internecie darmo. Czasami dostajemy partyturę, z której sami przepisujemy głosy.

Pan jest liderem zespołu? To dobre określenie?

Jestem założycielem. Określam repertuar. Tworzę projekty.

Jest pan także dyrygentem czy nie potrzebujecie dyrygenta?

Właściwie gramy bez dyrygenta, ale ktoś czasem musi pokazać "raz", często robię to właśnie ja, albo pierwsza skrzypaczka.

W orkiestrach symfonicznych dyrygent jest też interpretatorem. Tutaj nie ma miejsca na interpretację?

Muzyka baroku przypomina trochę modlitwę. Wystarczy wypowiedzieć pewne słowa, żeby wszystko było spełnione. To jest specyfika muzyki baroku. Ma swoją narrację, w którą należy wejść i się jej poddać. Nie należy niczego wymuszać. Trudno tutaj myśleć pojęciem "wielkiej interpretacji" w rozumieniu symfonicznym.

A tempo?

Tempo to nieskończona dyskusja. W naszym zespole również.

Nazwa wyznacza repertuar. Tylko barok? Czy może to i oznacza, że będzie barok i coś więcej?

Niektóre zespoły muzyki dawnej w którymś momencie swojego rozwoju rozszerzają repertuar poza epokę, czasem aż po symfonie Mozarta. My jesteśmy na razie zespołem małym, więc granie symfonii byłoby trudne. Niemniej jednak nie wykluczam wzbogacenia naszego repertuaru o dzieła spoza epoki baroku.

To będzie krok do przodu czy do tyłu?

Raczej w stronę naszych czasów. Im bardziej w tył, do renesansu, tym potrzeba większej wiedzy historycznej, której nie posiadam. Dlatego może łatwiej mi zrobić krok do przodu przez szkołę mannheimską w kierunku Haydna i Mozarta, niż wchodzić w klimaty późnego średniowiecza.

Synowie Bacha?

Tak, tak, naturalnie.

A co będzie w repertuarze zespołu na najbliższych koncertach?

Vivaldi, Haendel nas nie opuszczą. Także Lully, bo jestem fanem muzyki francuskiego baroku.

Dzięki Minkowskiemu?

Tak, dzięki Minkowskiemu. Dla mnie barok francuski istnieje tylko w jego wydaniu. To absolutny archetyp, mikrokosmos, niepowtarzalne zjawisko, artyzm sam w sobie. Chciałbym z moim zespołem iść w tę samą stronę.

Gracie na instrumentach oryginalnych, na kopiach?

Raczej kopie, chociaż mamy w zespole kilka instrumentów oryginalnych. Ja gram na instrumencie z początku XX wieku, na wiolonczeli klasycznej, która została odpowiednio spreparowana.

O jakie zmiany chodzi?

Brak nóżki, mniej wzmocnień wewnątrz pudła rezonansowego, które jest poddane mniejszemu napięciu przy strunach jelitowych. Struny jelitowe nie wymagają mikrostroików – stroi się tylko kołkami.

Ale jeden z muzyków miał na koncercie oryginalną barokową wiolonczelę, prawda?

Na tak zwanej wiolonczeli grałem tylko ja. Podobnie wyglądał basse de violone, wiolonczela strojona niżej. Obok nas "kontrabas", gość specjalny w muzyce Lully'ego, z progami i większą ilością strun.

A co z kostiumami? Macie zamiar inscenizować swoje występy? Niektóre zespoły muzyki dawnej lubią się przebierać.

Na koncercie w Filharmonii tylko ja miałem surdut, bo występowałem także w roli tancerza. Koledzy błagali mnie, żebym ich nie przebierał.

W planach rozbudowanie składu o instrumenty dęte?

Oczywiście, najprawdopodobniej w kwietniu wykonamy koncert z chórem i będziemy potrzebować instrumentów dętych. Nasz zespół znacznie się powiększy.

Ten bębniarz na koncercie… to był członek zespołu?

To był nasz nowy kolega, który u nas zostanie. Perkusja jest w baroku, szczególnie w muzyce francuskiej, bardzo ważna. W tańcach to ona wyznacza charakter, nie mówiąc o Marszu tureckim z "Mieszczanina".

A będzie teorban?

Możliwe, że też będziemy mieć teorbistę, ale w Polsce jest to produkt deficytowy (mówię o muzykach). Jakiekolwiek poszerzanie zespołu zależy w dużej części od tak prozaicznych spraw, jak finanse.

No właśnie, gdyby ktoś chciał was zaprosić na jakiś festiwal, to przy takich przejazdach z Holandii wyjdzie strasznie drogo – noclegi, samoloty…

Niekoniecznie… noclegi to rzecz oczywista, ale cały koszt nie jest astronomiczny – kilkanaście tysięcy złotych razem z kosztami podróży i honorariami. Nie jesteśmy orkiestrą symfoniczną, ale jesteśmy troszkę drożsi, niż kwartet smyczkowy.

W kontekście nowych organów w filharmonii myśli pan na przykład o kantatach Bacha?

Oczywiście, szansa zagrania z organami barokowymi potwierdza sensowność naszego istnienia tutaj, przy Filharmonii Łódzkiej. Mniej myślimy o nagraniach, chcemy raczej grać koncerty.

A gdzie lepiej grać muzykę dawną – w kościołach czy w salach koncertowych?

Nasze instrumenty mimo wszystko potrzebują pogłosu. Były budowane z myślą o akustyce pałacowej i pogłos jest bardzo wskazany. Czyli kościoły albo pałace. Jeśli chodzi o salę koncertową FŁ, warunki są tu specyficzne, a dyskusje o jej akustyce burzliwe.

Której szkoły w kantatach jest Pan zwolennikiem? Kogo pan lubi słuchać?

Barok niemiecki to jest rzecz, którą chcemy zająć się na końcu. Moim priorytetem jest barok francuski i włoski. Dlatego dywagacje o stylu grania kantat…

No to nie jako szef zespołu, ale jako słuchacz?

Jako słuchacz bardzo lubię Gardinera. Ale słucham różnych nagrań i staram się nie selekcjonować na zasadzie "lubię-nie lubię". Daję szansę każdemu, każde ujęcie jest inne, w pewnym sensie tworzy zamkniętą jakość, szczególnie w muzyce Bacha.

Kilka pytań o Mieszczanina szlachcicem. Zadowolony jest pan z efektu końcowego?

Moim zdaniem wyszło bardzo dobrze. To była próba połączenia elementów trochę nieprzystających: przeszkadzającego narratora i stałego elementu muzycznego, który w końcu uzyskuje przewagę i niejako spycha narratora ze sceny. Taka była koncepcja i wydaje mi się, że ona zaistniała. Może nie każdemu element współczesnego teatru z brzmieniem muzyki dawnej wydał się dobry. Jeśli ktoś spodziewał się Moliera w przekładzie Boya-Żeleńskiego z perukami, surdutami i lustrami Wersalu, mógł się czuć zawiedziony.

Kto napisał tę adaptację?

Autorem adaptacji jest mieszkający w Sanoku romanista, doktor Tomasz Chomiszczak.

A reżyseria?

Reżyserii jako takiej nie było.

No właśnie.

To miało być takie granie muzyki z towarzyszeniem aktora.

Ja szczerze mówiąc miałem wrażenie, że nie do końca ten aktor wie, co ma robić. Poza tym ustawienie go na scenie, tak trochę z boku, powodowało, że nie do końca się odnajdywał, improwizował, szukał, był trochę zagubiony.

Ja sobie go tak wyobrażałem. Narrator symbolizował pewnego siebie snoba, który ma ambicje obcować ze sztuką wyższą, lecz stając na scenie zaczyna się gubić, chociaż do końca udaje, że wszystko trzyma pod kontrolą. Czasem mówi swoim językiem, czasem zaczyna czytać słowo w słowo z kartki. Dla mnie była dość czytelna alegoria powszechnie panującej w naszym społeczeństwie miernoty.

Opracowanie scenografii, której też w zasadzie nie było. Z tyłu stały jakieś instrumenty, pulpity…

Nie chciałem dokładać peruk, strojów, ani innych wizualnych bonusów. Ograniczyliśmy się do tego podstawowego atrybutu Mieszczanina Szlachcicem, jakim jest fotel.

Nie składało się to w całość: fotel skórzany, mikrofon, część zespołu w strojach współczesnych, obok klawesyn, z tyłu pulpity – ustawione specjalnie?

Pulpity stały dlatego, bo obsługa sceny nie mogła ich sprzątnąć. Nie były elementem naszego przedstawienia. Zwykły kompromis grania w filharmonii.
Co do całości, chyba nie nikt nie spodziewał się na scenie Filharmonii przedstawienia teatralnego??
Widzę, że niepotrzebnie rozsmakowałem Państwa tym tańcem w surducie. Proszę mi wierzyć, wszystko było symboliczne, umowne, chodziło jedynie o muzykę.

Bardzo mi się podoba sam pomysł, ale wydaje się niedopracowany.

Mam zamiar dokonać pewnych poprawek na przyszłość, lecz w zasadzie zarys pozostanie taki, jak za pierwszym razem. Przyjmuję krytykę. Nie uważam się za człowieka nieomylnego. Z drugiej strony nie chciałbym odnieść z tej przygody wrażenia, że przeceniłem łódzką publiczność.

Czy w Łodzi może zaistnieć festiwal barokowy?

Oczywiście, pomysł stworzenia zespołu barokowego w Łodzi jest poniekąd antycypacją festiwalu muzyki barokowej.

To jest perspektywa 10 lat?

To musi być najwyżej kilka lat, dlatego myślimy już o tym intensywnie. Być może festiwal o nazwie takiej jak zespół, czyli "iBaroque!" w Łodzi.

Czekamy niecierpliwie. A czy muzyka barokowa jest łatwiejsza czy trudniejsza dla początkujących melomanów?

Według mnie jest dużo łatwiejsza. Posiada swoją narrację, która naprawdę nie wymaga od słuchacza specjalnego przygotowania. Jest porywająca, ma swoją regularną pulsację, taki bit XVII-wieczny. Moim zdaniem jest to ten sam archetyp, którego ludzie poszukują dzisiaj w muzyce popularnej. Słuchacze muzyki rozrywkowej mają prostszą drogę do baroku, niż do muzyki jakiejkolwiek innej epoki. Mogę tak powiedzieć z całą odpowiedzialnością, gdyż na co dzień pracuję jako muzyk w orkiestrze symfonicznej.

Przez tę łatwość jest to muzyka uboższa czy są tam też smaczki dla koneserów?

Tej łatwości w odbiorze towarzyszy poczucie zetknięcia z czymś wyjątkowym. Struny flakowe dają brzmienie wręcz- obrazowo mówiąc -"kosmiczne". Można by powiedzieć, brzmienie "ekologiczne", bo jakby na to nie patrzeć, wydobywane z naturalnego materiału, a przez to bardzej pierwotne.

Droższe są te struny jelitowe?

Minimalnie. Może się trochę szybciej zużywają, ale za to dają zupełnie inny dźwięk. Jak sam materiał, dźwięk także jest bardzo "niesyntetyczny". Zapraszam na koncerty, trzeba posłuchać…

A na wioli pan grał?

Próbowałem, ale to wymaga oddzielnych studiów.

Pamięta pan film Wszystkie poranki świata. To mój ulubiony film, widziałem go chyba 7 razy.

Ja chyba 1007, wczoraj nawet go oglądałem. Niesamowicie piękna alegoria sztuki.

Jest panu bliżej do młodego czy starego mistrza?

Niestety, chyba do młodego. Mówię niestety, bo nie stać mnie na taki wysiłek, jak ascetyzm mistrza Saint-Colombe. Dla mnie muzyka wykonywana tylko i wyłącznie dla samego siebie, nie ma sensu. Jestem na tym etapie rozwoju, że chcę grać dla innych. Obcowanie z ludźmi poprzez muzykę jest mi bardzo potrzebne. Nie wstydzę się mojej chęci bycia na scenie, potrzeby bycia podziwianym. Zdaję sobie sprawę z kruchości i powierzchowności tych pojęć. Niemniej jednak na nich opiera się moja aktualna inspiracja do działania. Dlatego bliżej mi na razie do Marina Marais, niż do mistrza Sainte-Colombe.

Na scenie jest pan w swoim żywiole, trochę jak Andrzej Seweryn…

(śmiech) No tak… Chciałbym całym sobą, całym ciałem wyrazić coś, co tkwi w każdym z nas, a co tak pięknie można wyrazić za pomocą tańca i muzyki barokowej. Większość wstydzi się przyznać do potrzeby doświadczenia czegoś pięknego, wysublimowanego. Na co dzień nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale gdzieś w głębi nasze serca do tego dążą.

A to, co za oknem, nie przeszkadza - reklamy, cały ten zgiełk?

Nie, nie, absolutnie. Zaraz byśmy doszli do idealizmu i ascezy pana de Sainte-Colombe. A ja właśnie wołałbym, żebyśmy się rozsmakowali w zgiełku i blasku życia. No i nie bali się budować naszego własnego Wersalu w miejscu, gdzie żyjemy. W dodatku z takim samym rozmachem, jak król Ludwik XIV!

BAROKOWE NARRACJE


WSZCZEPIENIE ORGANÓW

Wielki projekt budowlany w Filharmonii Łódzkiej rozpoczęty. Właśnie ogłoszono przetarg na budowę organów w sali koncertowej. Za 12 milionów złotych powstanie unikalny w skali światowej instrument. A właściwie dwa instrumenty...

Chodzi mianowicie o zbudowanie organów, na których bez szkody dla jakości wykonania można by zagrać cały historyczny i współczesny repertuar. Dlatego w naszej filharmonii powstaną zarówno organy barokowe, jak i romantyczne (na których można grać utwory z XIX i XX wieku). Różnice między tymi instrumentami są ogromne: barokowe mają trakturę mechaniczną (a nie elektryczno-pneumatyczną), mniej głosów, są też inaczej strojone - 415 a nie 440 Hz dla dżwięku A. Wybór jednego typu instrumentu ograniczyłby możliwości koncertowe.

Dyrekcja filharmonii wymyśliła więc innowacyjne rozwiązanie - w głębi sceny staną tak naprawdę dwa instrumenty, choć wizualnie będą stanowiły jedność. Organy barokowe i romantyczne będą miały osobne klawiatury, osobny system przenoszenie ruchu między klawiszami a zaworami, osobne zestawy piszczałek. Połączy je tylko wspólny drewniany front, w który będą wprawione instrumenty. Publiczność zobaczy więc w tyle sceny jedne, monumentalne organy, ale tak naprawdę pomiędzy dwoma zespołami piszczałek "romantycznych" staną całe organy barokowe (łacznie ze stołem do gry). Z kolei stół organów romantycznych dzięki elektrycznej trakturze będzie mógł być przenoszony - podczas koncertów organista będzie mógł siedzieć przy orkiestrze.

66 głosów w większym instrumencie i 37 głosów w instrumencie "barokowym" pozwoli planować koncerty, jakich nigdzie w filharmoniach się nie realizuje. Muzykę dawną będzie można grać z organami jako basso continuo jak w dawnych kościołach, a muzykę wspołczesną, np. na organy i orkiestrę będzie można wykonać jak w największych salach koncertowych. W dodatku będzie można posłuchać różnicy między tymi dwoma typami instrumentu.

Już latem 2012 salę filharmonii czeka gruntowny remont. W czasie trwania Kolorów Polski (a zapewne jeszcze trochę dłużej) zostanie zbudowana specjalna konstrukcja pod organy, w którą później - etapami zostanie włożony instrument. W 2013 pierwszy raz zagrają organy barokowe, a pod koniec 2014 zabrzmi większy instrument.

Projektem nowych instrumentów zajął sie prof. Ludger Lohmann ze Stuttgartu. Budowa finansowana jest ze środków województwa łódzkiego, programów europejskich i wkładu własnego filharmonii.

Dyrektor Lech Dzierżanowski z modelem organów


NOWA SALA KONCERTOWA AM

Możemy już zobaczyć kształt nowej sali koncertowej Akademii Muzycznej przy ul. Żubardzkiej. W uroczystości wmurowania aktu fundacyjnego wzięli udział przedstawiciele uczelni, władz miasta i regionu oraz reprezentanci inwestora.

Akt jest dokumentem potwierdzającym, że inwestycja jest finansowana przez Ministerstwo Kultury i Unię Europejską. Jest także formą podziękowania dla władz miasta i regionu. Warto przypomnieć, że ten teren otrzymaliśmy od gminy w formie darowizny za symboliczną złotówkę – mówił rektor AM prof. Antoni Wierzbiński.

Budowa nowego gmachu łódzkiej uczelni nie obyła się bez problemów. W 2010 przerwano budowę na skutek problemów finansowych wykonawcy, z którym uczelnia w 2011 r. uczelnia rozwiązała umowę i ogłosiła przetarg na dokończenie sali, a we wrześniu podpisała umowę z nową firmą - Erbudem. Teraz, po 3 miesiącach prac, możemy być pewni, że wnętrza gmachu wkrótce wypełni muzyka. Na przestrzeni ponad 4 tys. m.kw znajdą się m.in. sala koncertowa z widownią dla 250 osób i estradą dla 80-osobowej orkiestry i 80-osobowego chóru; sale prób, garderoby, pomieszczenia dydaktyczne i socjalne przystosowane dla sekcji rytmiki, studio nagrań, studio reżyserii dźwięku sali koncertowej, przestronne foyer, szatnia i bufet dla publiczności. Budynek będzie przystosowany dla potrzeb osób niepełnoprawnych, również dla osób niedosłyszących.

W Łodzi bardzo silnie stawiamy na rozwój kultury, jesteśmy jednak świadomi, że musi on wiązać się z rozwojem odpowiedniej infrastruktury. W Łodzi nie ma bowiem zbyt wielu miejsc, w których muzycy mogliby w pełni rozwijać swój potencjał. Z tym większą radością przyjmuję sygnały, że łódzkie instytucje muzyczne rozbudowują się. Jestem przekonana, że dzięki nim cały świat usłyszy o Łodzi jako mieście bardzo sprzyjającym rozwojowi muzyki. Mam nadzieję, że uczelni nie zabraknie pomysłów, jak wykorzystać ten wspaniały budynek. – powiedziała mówiła wiceprezydent Łodzi Agnieszka Nowak, która podpisała akt fundacyjny.

NOWA SALA KONCERTOWA AM


WYWIAD Z MŁODĄ GWIAZDĄ

Małgorzata Hutek jest znaną w środowisku muzycznym wokalistką. Studiuje w Instytucie Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach. Na koncertach stara się wprowadzić słuchaczy w swój własny świat, wypełniony jazzem i orientalnymi akcentami. Przywiązuje wielką wagę do improwizacji. Została stypendystką Marszałka Województwa Łódzkiego, pod koniec roku wydaje swój debiutancki album.


Miłosz Słota: Od kiedy wiesz, że śpiewanie to najlepszy dla Ciebie środek ekspresji?

Małgorzata Hutek: Wszystkie wokalistki tak mówią, ale naprawdę śpiewałam zawsze. Chodziłam do różnych szkół muzycznych, grałam na różnych instrumentach - skrzypcach, fortepianie, saksofonie. W pewnym momencie uświadomiłam sobie jednak, że śpiewanie daje mi najwięcej przyjemności i stwarza jednocześnie największe możliwości dla wyrażenia siebie. Uważam, że jest to talent, który dostałam od Boga, i który powinnam maksymalnie wykorzystać. Tworzenie i granie muzyki daje mi bardzo dużo przyjemności i satysfakcji.

Grasz muzykę spoza głównego nurtu. Dlaczego? Mogłabyś równie dobrze śpiewać w innej, łatwiejszej konwencji...

Zakładasz, że miałabym przestać być sobą? Mój nurt jest dla mnie głównym nurtem. Cieszę się, że na swojej drodze spotkałam muzyków, którzy podobnie jak ja, podążają tą drogą. Zapewne muzyka jazzowa jest nieco bardziej wyrafinowana przez samą swoją strukturę formalną, ale czy kompozycje Krzysztofa Komedy nie należą do muzyki popularnej?

Czy uważasz, że twoja muzyka jest trudna?

Jazz i muzyka, wokół której on oscyluje, nie jest muzyką trudną. To prawda, że wymaga może trochę więcej skupienia i zaangażowania ze strony słuchacza. Sądzę jednak, że każde wartościowe dzieło sztuki wymaga od odbiorcy zaangażowania, swego rodzaju interakcji. Mogę nawet z całą pewnością stwierdzić, że moja muzyka jest łatwa, bo świat emocji, dzięki którym powstaje, jest przecież tożsamy ze światem każdego człowieka. Wystarczy tylko wsłuchać się w siebie.

Skąd się więc bierze postrzeganie twojej muzyki jako trudnej?

Może wynika to z tego, że w ostatnich latach jazz zaczął być kojarzony z czymś niezwykle elitarnym, wręcz niszowym. Jazz to jednak muzyka rozrywkowa z pogranicza muzyki poważnej. Zazwyczaj zajmują się nią muzycy gruntownie wykształceni i być może to peszy pewną grupę odbiorców.

Pewnie wiele osób Cię o to pytało, ale pozwól, że też poruszę tę kwestię: Nie myślałaś o udziale w programach typu X-factor, Mam talent?

Są to programy tworzone jak produkt popkulturowy, niewątpliwie dający możliwość zaistnienia w szerszej świadomości, nie tylko dla uczestników, ale także dla jurorów. Mam wrażenie, że na obecnym etapie mojej świadomości muzycznej nie jest mi potrzebna taka forma zdobywania popularności. Cenię sobie bliskość kontaktów z odbiorcą. Chyba nie jest dla mnie rzeczą istotną, aby dzieci rozpoznawały mnie na ulicy jako „panią z telewizji”.

Nie jesteś trochę Don Kichotem?

Nie, jestem Sancho Pansą (śmiech). Myślę, że jest dużo ludzi myślących podobnie jak ja.

Twoja mama jest aktorką, twój tata jest reżyserem. Czy atmosfera domu wpłynęła jakoś na Ciebie?

Oczywiście, że tak. Całe dzieciństwo spędziłam z mamą w teatrze. Do dziś kocham zapach prawdziwej drewnianej sceny, atmosferę tajemnicy. W muzyce i sztuce fascynuje mnie właśnie ta tajemnica, to, co niedopowiedziane, co zostawia otwartą furtkę odbiorcy i artyście. Rodzice wpoili mi miłość i szacunek do sztuki. Nauczyli mnie też, że kiedy jest ona prawdziwa, łączy w sobie pierwiastek intelektualny i duchowy. Przemawianie do ludzi ze sceny to duża odpowiedzialność, trzeba mieć szacunek dla publiczności - należy traktować odbiorców jak ludzi inteligentnych i wrażliwych.

Myślisz, że sztuka może być katarktyczna?

Traktowanie występowania na scenie oraz odbioru sztuki jako sposobów na oczyszczenie byłoby niezdrowym zabiegiem. Każdy powinien sam oczyszczać swoją psychikę. Sztuka rzeczywiście może dawać chwile zapomnienia i możliwość skoncentrowania myśli na czymś innym, piękniejszym. Dla mnie bardzo ważne jest to, gdy ktoś ze słuchaczy po koncercie powie mi, że go wzruszyłam.... że pobudziłam w nim jakieś emocje, o których zapomniał w efekcie tempa codziennego życia. Bycie na scenie to bycie nagim, pokazanie siebie takim, jakim rzeczywiście jest się w środku.

Czy wszystko, o czym mówiłaś, będzie widoczne na płycie, którą wydajesz pod koniec roku?

Mam nadzieję, że mówisz o autentyczności i prawdzie. Chyba tak. Płyta, którą nagrywam pod koniec roku, to zestaw moich kompozycji, które - mam nadzieję - są autentycznym wyrazem moich myśli i uczuć. Cieszę się bardzo, że dzięki stypendium Marszałka Województwa Łódzkiego dla młodych twórców uda mi się zrealizować ten projekt.

Dziękuję za rozmowę.

WYWIAD Z MAŁGORZATĄ HUTEK


5 II 2012
Strona wydawnictwa "Kalejdoskop" - numer styczniowy
Strona główna
Redakcja

  FILHARMONIA 

  BILETERIA 
  KOLDECURE 
Toya Studios
Toya Studios
Strona główna / Informator kulturalny / Ośrodki kultury / Teatr / Muzea
Galerie / Koncerty / Media / Film / Literatura / ŁDK / O nas
do góry